Żadna rewolucja, a minimum. List biskupów i zarzuty (do) ks. Waldemara Chrostowskiego
31/03/2026 | Na stronie od 31/03/2026
Ks. Andrzej Perzyński. Fot. Adam Walanus / adamwalanus.pl
Źródło: "Więź"
"Więź" to personalistyczne spojrzenie na wiarę, kulturę, społeczeństwo i politykę.
Biskupi po prostu przypominają, że nienawiść do narodu, z którego wywodzi się Zbawiciel, jest grzechem przeciwko wierze Kościoła.
Fala krytyki, jaka spadła na episkopat po liście z okazji 40. rocznicy przełomowej wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze, zaskakuje nie tyle temperaturą sporu, ile kruchością argumentów. Głos sprzeciwu, wyrażony przez ks. prof. Waldemara Chrostowskiego w internetowym radiu Wnet, opiera się na szeregu założeń, które przy bliższej analizie okazują się nie mieć oparcia ani w faktach, ani w rzetelnej teologii. Oto główne punkty tej krytyki i ich krótka ocena.
Domniemane „wymuszenie” listu
Ks. Chrostowski sugeruje, że dokument powstał w atmosferze nacisku, a jego ogłoszenie było obwarowane „podejrzanymi” klauzulami.
To czyste dywagacje. Procedury powstawania listów pasterskich są wewnętrzną sprawą gremiów episkopatu. Status listu jako pomocy duszpasterskiej jest jasny dla każdego, kto zna realia życia Kościoła – to zaproszenie do refleksji. Szukanie tu sensacji jest próbą podważenia autorytetu biskupów bez podania choćby jednego faktu.
Mit „żydowskiej agendy”
Zarzut, jakoby teologia relacji z judaizmem została podporządkowana walce z antysemityzmem, jest całkowicie chybiony (sine fundamento in re). Walka z uprzedzeniami nie jest „obcą agendą”, lecz moralnym obowiązkiem chrześcijanina wynikającym z przykazania miłości bliźniego.
List KEP nie staje się narzędziem politycznym; on po prostu przypomina, że nienawiść do narodu, z którego wywodzi się Zbawiciel, jest grzechem przeciwko wierze Kościoła. Twierdzenie, że Kościół „przejął perspektywę żydowską”, jest próbą zdyskredytowania dialogu jako formy kapitulacji, podczas gdy jest on realizacją nauczania II Soboru Watykańskiego.
Widmo „dwóch dróg zbawienia”
To bodaj najpoważniejszy, a zarazem najbardziej fantastyczny zarzut. W żadnym miejscu listu KEP, ani w oficjalnym dialogu katolicko-żydowskim, nie lansuje się tezy o „dwóch drogach zbawienia” (jednej dla chrześcijan przez Chrystusa, drugiej dla Żydów przez Torę). To wyłącznie osobista projekcja lęków ks. Chrostowskiego.
Niektórzy wolą stać z boku i ogłaszać „skandal”, zamiast rzetelnie pracować nad recepcją nauczania Kościoła
ks. Andrzej Perzyński
Kościół niezmiennie głosi, że zbawienie pochodzi od Boga, a Chrystus jest jedynym Zbawicielem, jednocześnie uznając tajemnicę Bożego wybrania Izraela, które – jak pisał św. Paweł – jest „nieodwołalne”. Dialog nie zaciera tożsamości, lecz ją pogłębia.
„Żydzi” czy „wyznawcy judaizmu”?
Krytyka terminologiczna ks. Chrostowskiego wydaje się sztuczna. Nikt zdrowo myślący nie rozciąga teologicznych obietnic wybrania na ateistów tylko dlatego, że używa się słowa „Żydzi”. W języku biblijnym i potocznym te pojęcia często się przenikają.
Jeśli Ksiądz Profesor widzi tu błędy, dlaczego nie zgłaszał ich na etapie powstawania oficjalnych polskich tłumaczeń dokumentów Stolicy Apostolskiej, które funkcjonują od dekad? Wyciąganie tego argumentu dzisiaj służy jedynie mnożeniu pozornych trudności.
Naród wybrany a państwo Izrael
Obawa, że wierni utożsamią biblijny „naród wybrany” ze współczesnym państwem Izrael i jego polityką, jest wyrazem braku zaufania do inteligencji katolików. Każdy, kto posiada choćby minimalną wiedzę katechizmową, potrafi odróżnić rzeczywistość teologiczną od politycznej mapy Bliskiego Wschodu. Proponowana przez ks. Chrostowskiego zmiana na „lud Bożego wybrania” jest jedynie semantycznym unikiem, który ma osłabić biblijny konkret na rzecz bezpiecznej abstrakcji.
Dwa oddechy
Piotr Matywiecki
Dlaczego w tym temacie Ksiądz Profesor zupełnie ignoruje dokument Papieskiej Komisji Biblijnej, „Naród żydowski i jego Święte Pisma w Biblii chrześcijańskiej” (2001)? Polskiego tłumaczenia dokonał nieżyjący już wybitny biblista, ks. prof. Ryszard Rubinkiewicz SDB, członek tejże Komisji.
We wstępie do dokumentu kard. J. Ratzinger pisze ku przestrodze: „Jasne jest, że odrzucenie Starego Testamentu przez chrześcijan nie tylko […] doprowadziłoby do likwidacji samego chrześcijaństwa, lecz poza tym nie mogłoby sprzyjać pozytywnej relacji między chrześcijanami a Żydami, ponieważ znikłby jej wspólny fundament”.
Gdzie jest ta „brakująca” debata?
Najbardziej paradoksalny okazuje się zarzut o braku debaty wewnętrznej. Ks. Chrostowski twierdzi, że nauczanie papieskie powinno być punktem wyjścia do dyskusji, której rzekomo nie ma.
Czyżby Ksiądz Profesor uważał, że dokumenty soboru, wypowiedzi papieskie i dokumenty watykańskich dykasterii mają zupełnie niewiążący charakter dla członków Kościoła, podobny do tekstów teologów publikowanych i recenzowanych w czasopismach naukowych?
Warto też zapytać: dlaczego ks. Chrostowski, będąc znanym w Polsce biblistą, od ponad 25 lat zupełnie nie włącza się konstruktywnie w tę debatę, lecz ogranicza się do kontestowania jej owoców? Debata trwa – w wielu publikacjach naukowych i publicystycznych, na sympozjach, podczas Dni Judaizmu. Problem polega na tym, że niektórzy wolą stać z boku i ogłaszać „skandal”, zamiast rzetelnie pracować nad recepcją nauczania Kościoła.
Krytyka ks. Chrostowskiego nie dotyka treści listu biskupów, lecz walczy z jego wykrzywionym obrazem. List ten nie jest rewolucją, lecz przypomnieniem katolickiego minimum. Jeśli dla kogoś to minimum jest skandalem, to problem leży nie w liście, lecz w kondycji wiary, która boi się spojrzeć we własne, żydowskie korzenie.
Przeczytaj też: Żydzi, list episkopatu i grzech zaniedbania
Ks. Andrzej Perzyński
ur. 1958, duchowny archidiecezji łódzkiej, od 30 lat wykładowca teologii dogmatycznej w WSD w Łodzi, profesor zwyczajny na Wydziale Teologicznym UKSW w katedrze Dialogu Międzyreligijnego i Ekumenizmu. Członek Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.