Zanim Jan Paweł II wszedł do rzymskiej synagogi
W poniedziałek 13 kwietnia wspominana jest 40. rocznica wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze – wizyta wyjątkowa w historii Kościoła, historyczna i wielowymiarowa. Jednak nie była to pierwsza wizyta Karola Wojtyły w synagodze.
13/04/2026 | Na stronie od 13/04/2026
Barbara Sułek-Kowalska
Pisał o tym już wtedy, w „Tygodniku Powszechnym", ks. Adam Boniecki. Jego relacja z rzymskiej synagogi ukazała się dopiero 27 kwietnia 1986 roku – takie były wtedy możliwości techniczne, a w Polsce dodatkowo szalała jeszcze cenzura i inne restrykcje, zwłaszcza wobec takich tytułów jak „Tygodnik Powszechny". Od razu na pierwszej stronie, tuż obok – sławnego dziś – przemówienia Jana Pawła II z synagogi, redakcja zamieściła początek tekstu ks. Adama Bonieckiego z sensacyjnym wstępem.
Sięgnijmy więc do tamtego wydania sprzed czterdziestu lat:
„o ile wizyta 13 kwietnia była pierwszą wizytą Papieża w synagodze, nie była to pierwsza wizyta w synagodze Karola Wojtyły. Posłuchajmy relacji proboszczów krakowskich. Rzecz wydarzyła się 28 lutego 1969 roku: "podczas wizytacji kanonicznej parafii Bożego Ciała na Kazimierzu w Krakowie Ksiądz Kardynał wyraził życzenie odwiedzenia gminy żydowskiej. Ksiądz proboszcz ustalił, w porozumieniu z prezesem gminy p. Maciejem Jakubowiczem, czas i miejsce odwiedzin. Prezes prosił, by zachował przepis o nakrywaniu głowy przy wchodzeniu do synagogi. W towarzystwie ks. proboszcza, kardynał, ubrany w czarną sutannę i płaszcz, udał się na ulicę Szeroką. Był to piątek i Żydzi zgromadzili się na modlitwę. Przed synagogą powitał Ks. Kardynała Prezes. Po dość długiej rozmowie Ks. Kardynał wszedł do synagogi i tam, stojąc z tyłu, pozostał dłuższy czas. Później z proboszczem udali się do drugiej czynnej synagogi, gdzie zastali tylko jednego modlącego się Żyda. Ks. Kardynał w późniejszej rozmowie wspominał, ze otrzymywał co roku życzenia od prezesa Jakubowicza i nie wiedział, kim był wysyłający" (cały ten cytat z książki ks. Adama Bonieckiego "Kalendarium życia Karola Wojtyły", Kraków 1983).
Więcej szczegółów znajdziemy w interesującej i źródłowo znakomicie udokumentowanej książce Jarosława Sellina „Żydzi i judaizm w doświadczeniu Karola Wojtyły 1920-1978" (UKSW, 2024). Autor zbadał wpisy w Archiwum Archidiecezji Krakowskiej i dotarł do własnoręcznie przez kard. Karola Wojtyłę pisanej notatki:
„W piątek 28 II wraz z Księdzem Proboszczem [Franciszkiem Grabiszewskim – red.] zwiedzaliśmy stare miasto Kazimierz, które było do wojny zamieszkane w większości przez ludność żydowską. Pozostało jeszcze szereg synagog, największa (tzw. tempel) przy ul. Miodowej. Przełożony gminy żydowskiej w Krakowie - nielicznej, bo liczącej ok. 1200 osób - p. Jakubowicz skarżył się, że miejsca modlitwy przechodzą na cele świeckie".
Wypowiedział się także sam ksiądz proboszcz Franciszek Grabiszewski, w odpowiedzi na ankietę wizytacyjną swojej parafii: „resztki Żydów wyprowadzają się z parafii, ich synagogi są przemieniane na składy, pracownie, muzea, domy kultury czy dome noclegowe dla robotników. Dwie czynne jeszcze synagogi wiodą suchotniczy żywot" [cytuję za książka J.Sellina „Żydzi i judaizm w doświadczeniu Karola Wojtyły 1920-1978" (UKSW, 2024)].
Po czterdziestu latach PT Czytelnicy powinni jednak znać kontekst tamtych wydarzeń: był rok 1969, trwały jeszcze haniebne działania antysemickiej kampanii rozpętanej przez rządzącą partię (PZPR), tysiące żydowskich rodzin były zmuszane do wyjazdu z kraju. Niezwykły akt odważnego i niezależnego działania kardynała Karola Wojtyły wpisuje się także w ten kontekst, a nie tylko w posoborowe echa deklaracji „Nostra Aetate".
Nie były to jednak pierwsze kontakty Karola Wojtyły z synagogą, judaizmem i życiem żydowskim. Nie trzeba chyba już dziś przypominać, ze jednym z najbliższych szkolnych kolegów przyszłego papieża – dziś świętego – był Jurek Kluger, syn znaczącej wadowickiej rodziny, rodziny żydowskiej z całym bogactwem jej kultury. Przyjaźń z Jerzym Klugerem przetrwała do końca życia obu wadowickich uczniów, a w 1994 roku w książce „Przekroczyć próg nadziei" na pytanie Vittoria Messoriego tak Jan Paweł II opowiadał o tej relacji:
„Poza słowami soborowej Deklaracji [„Nostra Aetate" – przyp.red.] stoi doświadczenie wielu ludzi, zarówno Żydów jak i chrześcijan – stoi także „moje osobiste doświadczenie" od najwcześniejszych lat mojego życia w rodzinnym mieście Pamiętam naprzód szkołę podstawową w Wadowicach, gdzie w klasie co najmniej ¼ uczniów stanowili chłopcy żydowscy. Trzeba by tutaj wspomnieć o mojej koleżeńskiej przyjaźni z jednym z nich, to znaczy z Jerzym Klugerem. Trwa ona od ławy szkolnej do dnia dzisiejszego. Mam żywo przed oczami obraz Żydów podążających w dzień sobotni do synagogi, która znajdowała się na zapleczu naszego gimnazjum" („Przekroczyć próg nadziei", Redakcja Wydawnictw KUL 1994).
W tym miejscu można chyba przytoczyć historie z pięknej – ale czy do końca udokumentowanej, nie wiadomo – opowieści biograficznej „Papież nieznany" Darcy O"Briena (1998, Wydawnictwo Jacek Santorski & CO). Już jej podtytuł mówi wiele: „nie opisana dotąd historia wieloletniej przyjaźni, która zmieniła stosunki między katolikami i Żydami. Drogi życia Jana Pawła II i Jerzego Klugera" (przekład Elżbieta Abłamowicz i Hanna Kobylińska). Autor opisuję tam nabożeństwo w wadowickiej synagodze, w roku - jak sądzi – 1936, kiedy wystąpił tam jako kantor światowej już sławy tenor Mosze Kusewicki, który akurat w Wadowicach odbywał część swojej służby wojskowej. Ojciec Jerzego Klugera, wpływowy adwokat, dowiedziawszy się o obecności Kusewickiego, nie tylko zorganizował jego udział w sobotnim nabożeństwie, ale też miał zaprosić na to nabożeństwo – i śpiew tenora - zaprzyjaźnionych – i może też ważnych – wadowiczan, w tym Karola Wojtyłę z synem, który siedział obok Klugerów. Darcy O'Brien pisze, że Mosze Kusewicki przybył do synagogi w mundurze, razem z pięćdziesięcioma innymi żołnierzami wyznania mojżeszowego i śpiewał w wojskowej czapce – a oczarowany do głębi Lolek „zasypywał pytaniami Jurka na temat pochodzenia i znaczenia tych śpiewanych modlitw" (s. 153).
O tym wydarzeniu papież Jan Paweł II nie opowiada w wadowickim wspomnieniu zawartym w książce „Przekroczyć próg nadziei", ale zaznacza swoją pamięć o synagodze:
„A teraz wrócę jeszcze do tej synagogi wadowickiej. Została ona przez Niemców spalona i dzisiaj już nie istnieje. Oto przyszedł do mnie kiedyś Jerzy, aby mi powiedzieć, iż miejsce na którym ona stała, ma zostać uczczone specjalną płytą pamiątkową. Muszę powiedzieć, że w tym momencie udzieliło się nam obu głębokie wzruszenie. Stanęły nam przed oczami sylwetki osób znajomych i bliskich oraz te soboty dziecięcych i młodzieńczych lat, kiedy społeczność żydowska Wadowic udawała się na modlitwę. Powiedziałem wówczas Jerzemu, ze chętnie napiszę na tę okazję moje osobiste słowo, znak solidarności i duchowej łączności z tym znaczącym wydarzeniem. I tak się stało. Osobą, która przekazała treść tego listu moim rodakom z Wadowic, był właśnie Jerzy. Wiele go ten wyjazd kosztował. Trzeba bowiem zaznaczyć, iż cała jego rodzina, która pozostała w Wadowicach, zginęła w Oświęcimiu, a przyjazd do Wadowic na odsłonięcie płyty pamiątkowej wadowickiej synagogi był pierwszym po pięćdziesięciu latach..." („Przekroczyć próg nadziei", s. 86).
Kiedy dziś wspominamy z wdzięcznością i czcią historyczną wizytę Jana Pawła II - pierwszą wizytę papieża w rzymskiej synagodze - nie możemy zapominać o jej polskich – wadowickich i krakowskich – korzeniach. Także one stanowią to „dziedzictwo, któremu na imię Polska", a które zostawił nam Jan Paweł II.
Barbara Sułek-Kowalska