THaliklaudSK

Ks. Prof. Tomáš Halík – laudacja

Stanisław Krajewski

Tomáš Halík, urodzony w 1948 r. w Pradze, studiował socjologię i filozofię, uzyskując tytuł doktora filozofii (1972 r.), następnie psychologię kliniczną oraz teologię (w Pradze i w Rzymie). W latach 1972-1989 pracował jako psychoterapeuta w przychodni antyalkoholowej w Pradze, ponadto uczył m.in. lekarzy sposobów komunikacji z pacjentem.

Czynny w ruchu opozycyjnym w okresie Praskiej Wiosny, potem represjonowany. W 1978 r. został tajnie wyświęcony na księdza katolickiego, należał do najbliższych współpracowników kard. Tomáška, był czynny w opozycyjnych środowiskach intelektualnych, m.in. związanych z Vaclavem Havlem, oraz w inicjatywach ekumenicznych.

Od 1990 r. jest rektorem kościoła akademickiego Najświętszego Salwatora w Pradze, prezydentem Czeskiej Akademii Chrześcijańskiej. Habilitował się z socjologii w Pradze i z teologii we Wrocławiu. Od 1997 r. jest profesorem Uniwersytetu Karola. Był jednym ze społecznych doradców prezydenta Havla.

Ks. Halik jest laureatem licznych nagród, w tym niedawnej prestiżowej Nagrody im. Romano Guardiniego przyznawanej przez Bawarską Akademię Katolicką. Uczestniczy w spotkaniach z intelektualistami żydowskimi, z hinduistami, buddystami, muzułmanami. Wykłada na całym świecie, jest autorem licznych publikacji. Jego książki ukazały się także w języku niemieckim, włoskim, hiszpańskim, angielskim i polskim. Po polsku wyszło 10 jego książek, m. in.: "Dotknij ran. Duchowość nieobojętności", "Drzewo ma jeszcze nadzieję. Kryzys jako szansa", "Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą". Niedługo ukażą się następne, m. in. Przenikanie światów, książka związana z cyklem 18 filmów o religiach świata, które zostały również pokazane w Religia TV. Choć zabrzmi to dziwnie, więcej książek naszego laureata wyszło po polsku niż po czesku. Jak to możliwe? Otóż pierwsza z nich, Wyzwoleni, jeszcze nie wolni, wydana w 1997, jest wyborem z jego pism, dokonanym przez ks. Tomasza Dostatniego i red. Zbigniewa Nosowskiego (*).

Ks. Halik zaczął kontakty z Polską jeszcze jako ksiądz podziemny. Wolność przyniosła szczególnie intensywną współpracę. W ciągu ostatniego dziesięciolecia ks. Halik miał w Polsce wiele spotkań i wykładów. Wygłosił np. wprowadzenie do modlitwy chrześcijan, muzułmanów i Żydów w trakcie Zjazdu Gnieźnieńskiego w 2005 roku, gdzie stwierdził: "Nasza wspólna służba współczesnemu światu polega także na tym, że w sposób zdecydowany odrzucamy służbę fałszywym bożkom tego świata i ich nie adorujemy." To brzmiałoby dość typowo, gdyby nie fakt, że dla niego "nasza" służba obejmuje szeroki krąg ludzi: mianowicie według niego nie wierzą w bóstwa "Żydzi, chrześcijanie, muzułmanie i ateiści". I ateiści!

Podczas wykładu w trakcie konferencji poświęconej pamięci nieodżałowanego ks. Stanisława Musiała, w Krakowie, w marcu 2009 r., powiedział: "Teraz my, chrześcijanie, winniśmy w stosunku do Żydów zdjąć ze swych oczu opaskę i zobaczyć również to, na co przeszłe pokolenia były ślepe: że zrządzeniem losu należymy wzajemnie do siebie." Dodał, w charakterystyczny dla siebie sposób: "Jednakże bliskość oznacza zwykle większe ryzyko niż oddalenie."

Ks. Halik uczy wiary pogłębionej, zgodnej z myśleniem współczesnego, wykształconego człowieka. "Moja wiara potrzebuje stałego budzenia, ożywiania i niepokojenia krytycznymi pytaniami. Zarazem jednak uświadamiam sobie, że mój sceptycyzm i pytania zakładają horyzont zaufania." Nie obraża się na nowoczesność: "Kryzys owego tradycyjnego rozumienia religii stanowi dziś wielką szansę dla wiary." Otwiera bowiem drzwi do dojrzałej religijności, o której nauczał Emanuel Levinas – filozof ważny dla wielu z nas, w tym dla ks. Halika, prezydenta Havla, czy dobrego znajomego naszego laureata – ks. Józefa Tischnera. Warto dodać, że Halik określony w Tygodniku Powszechnym jako "czeski Tischner" jest podobnie krakowski filozof ceniony i popularny wśród inteligencji swojego kraju, a także podobnie traktowany przez wielu innych duchownych – jako postać skrajna, która nie powinna sprawować wysokich kościelnych urzędów.

Jeśli można uczynić uwagę osobistą, to szczególny związek czuję z ks. Halikiem, gdy chodzi o jego stosunek do ateizmu. Jest on jak najdalszy od patrzenia z wyższością, a tym bardziej z pogardą, na ateistów. Traktuje ich, jak wspomniałem, jako naszych współpracowników w zwalczaniu zabobonów. W jednej ze swych książek przytacza żydowską opowieść o tym, jak rabin w odpowiedzi na pytanie uczniów, dlaczego Bóg toleruje ateizm, odpowiedział: "Żebyście w każdym momencie trwali przy potrzebujących, jak gdyby wszystko, ale naprawdę wszystko zależało od was." Sam Halik przeszedł drogę od ateizmu do religijnego zaangażowania. Jednak w przeciwieństwie do niektórych osób o podobnych doświadczeniach jest daleki od radykalizmu neofity. Jest to kwestia ważna dla mnie i dla wielu z nas. Ja też przeszedłem analogiczną drogę. Podobnie – niejeden spośród Żydów obecnie czynnych w naszym życiu żydowskim. Zresztą przemianę w sposobie patrzenia na religię przeszli też niektórzy ludzie, którzy pozostali ateistami, odległymi od życia religijnego; np. Adam Michnik w pisarstwie Halika z nostalgią dostrzegł "twarz Kościoła otwartego, który nie jest bezkrytyczny ani wobec własnej tradycji, ani wobec samego siebie." Pełna zrozumienia postawa ks. Halika w stosunku do ateistów jest mi bliska. Jak on, odczuwam opór wobec religijnego entuzjazmu i wszelkiego triumfalistycznego zawłaszczania Boga. Pisze on: "Tragedię współczesnej kultury zachodniej stanowi fakt, iż stała się ona ofiarą iluzji, szeroko podzielanej zarówno przez wierzących, jak i niewierzących, że mówienie o Bogu jest czymś absolutnie łatwym." Albowiem, twierdzi nasz laureat, "istnienie Boga nie jest oczywiste – nawet dla wierzących. Bóg jest tajemnicą." Uważam, że w gruncie rzeczy takie rozumienie religijności dominuje w tradycji żydowskiej: Bóg jest tajemnicą, szukamy sensu religijności we współczesnym świecie, a mimo to chcemy pozostać wierni tradycyjnym praktykom.

Zawarte w pismach ks. Halika wzmianki o religii żydowskiej są zawsze trafne i wykazują głębokie zrozumienie judaizmu. Pisze np. o pokoju w sensie szalom, że "jeśli (...) doświadczymy wspomnianego pokoju – tak jak na przykład pobożny Żyd otwiera się na zachowanie i świętowanie szabatu – dotkniemy dzięki temu przeżyciu przynajmniej na chwilę przeszłości utraconego raju, a zarazem już owej wspaniałej uczty, obiecanej w eschatologicznej przyszłości." Wspominając swój udział w powitaniu szabatu w Izraelu, pisze: "Od tego czasu rzadko się zdarza, bym przed upływem piątkowego wieczoru nie przypomniał sobie, że wraz z zachodem słońca i zmierzchem nadchodzi dla naszych starszych braci i sióstr w wierze czas świąteczny, w którym wedle tradycji człowiek otrzymuje jeszcze drugą "szabatową" duszę, tę, którą będzie mieć kiedyś w raju..." Zauważa, iż w "judaizmie szczególnie imponująca jest właśnie ‘liturgia domowa’ (która niestety już niemal zniknęła z życia rodzin chrześcijańskich). Judaizm uczy, że po zburzeniu świątyni stół każdej żydowskiej rodziny jest ołtarzem." Tłumacząc sens koszerności, stwierdza, że "chociaż wielu egzegetów (nieżydowskich, a także paru żydowskich) próbowało na przestrzeni wieków wyjaśnić ‘racjonalnie’ żydowskie przepisy (tym na przykład, że ów typ odżywiania się jest zdrowy, albo że chodziło o odrzucenie pokarmów, które były święte dla okolicznych narodów itp.), to chyba ich sens – podobnie jak przestrzeganie przepisów dotyczących świętowania szabatu – jest prosty, aczkolwiek dla niewierzących trudno zrozumiały. Chodzi o to, żeby być posłusznym woli Pana, która pragnie mieć Żydów jako szczególny, odrębny (i w tym znaczeniu święty i wybrany) lud, niewymieszany z okolicznymi narodami, z ich zwyczajami i religią." Dodaje bez cienia przygany: "Wedle judaizmu Żydzi są tak bardzo oddzieleni od pozostałych narodów, ‘jak Bóg jest oddzielony od swego stworzenia’ i mają być równocześnie dla wszystkich narodów żywym znakiem Bożej obecności w świecie." Czy da się lepiej ująć wyzwanie, na które odpowiada judaizm?

Ks. Halik wypowiedział niedawno słowa, obok których nie da się przejść obojętnie: "...zainteresowała mnie pewna wypowiedź ze strony żydowskiej: chrześcijanie nie są jedynie przyjaciółmi Żydów, są oni jedynymi przyjaciółmi Żydów." Wielu Żydów, podobnie jak wielu chrześcijan, się z tym nie zgodzi. Ja jednak sądzę, iż w tej proklamacji zawiera się głęboka prawda. Bo właśnie chrześcijanie mogą być przyjaciółmi Żydów jako Żydów, a nie po prostu ludzi. Albowiem to chrześcijanie mogą zrozumieć tajemnicę Izraela. A z kolei my – jestem przekonany – możemy uszanować tajemnicę Kościoła. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie oznacza to rezygnacji z własnej religii czy rozwadniania swojej tradycji. Oznacza tylko pełne otwarcie na możliwość, że istnieją różne drogi, że na ludzkość spływa więcej niż jedno fundamentalne błogosławieństwo. Dlatego zgadzam się z komentarzem naszego laureata: "Szanujmy tę przyjaźń, cenną jednakowo dla obu stron, chrońmy ją i rozwijajmy. Będzie to dobre i ważne nie tylko dla nas." Bo – dopowiem – może to być żywotnie ważne dla całego świata.

Postawa ks. Halika jest równie rzadko spotykana, co jego nietypowe nauczanie o wierze "dorosłej", o potrzebie szanowania judaizmu i doświadczeń żydowskich, o wadze dialogu z innymi religiami, o głębokiej więzi z ateistami. I taka postawa, i takie nauki są potrzebne nam w Polsce równie bardzo jak ludziom w "ateistycznych" Czechach. Nam – katolikom i Żydom. I nie tylko: nam wszystkim.

Dlatego śmiem stwierdzić, że Polska Rada Chrześcijan i Żydów nadała ks. Tomaszowi Halikowi tytuł Człowiek Pojednania za 2010 w imieniu nie tylko swoich członków – chrześcijan i Żydów – ale też niejako w imieniu wszystkich, dla których sprawy religii nie są obojętne.