82. rocznica Nocy Kryształowej

82. rocznica Nocy Kryształowej. Obchody wirtualne - program.

Wspólne obchody rocznicy Nocy Kryształowej on-line z Gminą Wyznaniową Żydowską we Wrocławiu i Ambasadą Izraela w Polsce - 8 i 9 listopada 2020 r.

Źródło: Gmina Żydowska we Wrocławiu - Jewish Community of Wroclaw

8 listopada cykl wykładów „Pamięć i Przyszłość”.

  • Wiceambasador Charge d'affaire Ambasady Izraela Tal Ben-Ari Yaalon - „Pamięć jako narzędzie do walki z antysemityzmem”
  • godz. 13:00 Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich będzie mówić o istotności pamięci w tradycji żydowskiej.
  • godz. 16:00 "Pogrom Nocy Kryształowej na Dolnym Śląsku" - wykład Ignacego Einhorna
  • godz. 17:00 Bartłomiej Ciążyński, Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Wrocławia, doradca społeczny Prezydenta Wrocławia ds. tolerancji i przeciwdziałania ksenofobii -„Miłość przeciw nienawiści. Czy miłość jednak może zwyciężyć?”.
  • godz. 18:00 Edward Ćwierz, Prezes Fundacji Pojednanie - „Drogi pojednania: Żydzi, Polacy, Niemcy - jak przepracować trudną historię?”

9 listopada o godz. 18:30 zapal znicz w oknie.

Daj znać, że jesteś z nami. Wyślij nam zdjęcie z Twojego okna lub umieść w komentarzu, a my stworzymy mozaikę wszystkich nadesłanych świateł.

W tym samym czasie nad Wrocławiem, spod pomnika zburzonej Nowej Synagogi na Wygonie, rozbłyśnie iluminacja świetlna, przypominająca o tragicznych wydarzeniach Nocy Kryształowej. Bądźmy razem!

Szczegóły wykładu:
Wydarzenie online

Projekt realizowany przy wsparciu ze środków The European Jewish Fund.
Ze względu na sytuację epidemiczną w kraju, niektóre punkty programu mogą ulec zmianie.

Pani Tal Ben-Ari Yaalon jest izraelską dyplomatką, obecnie pełniącą funkcję Zastępczyni Szefa Misji Ambasady Państwa Izrael w Polsce. Zanim rozpoczęła swoją misję w Polsce, pani Ben-Ari Yaalon służyła na placówce dyplomatycznej w Etiopii, gdzie pełniła funkcję Zastępczyni Szefa Misji, była również akredytowana w Rwandzie i Burundi. Przed dołączeniem do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Tal była przedsiębiorczynią, pracującą z wykluczoną młodzieżą w Izraelu.

Rabin Michael Schudrich urodził się w Nowym Jorku w 1955 roku. Uczęszczał do szkół żydowskich w rejonie Nowego Jorku, następnie studiował na State University of New York w Stony Brooks. W 1977 uzyskał stopień BA w religioznawstwie. Michael Schudrich został rabinem w 1980, a dwa lata później ukończył studia historyczne w uniwersytecie Columbia. Lata 1983-1989 spędził w Japonii, gdzie dbał o potrzeby religijne miejscowej społeczności żydowskiej, uczył żydowskiej kultury i historii. Działał także na rzecz upamiętnienia bohaterskiej działalności konsula Sugihary. Już jako student, w latach 70., rabin Schudrich podróżował do Europy Środkowej i Wschodniej i nawiązywał kontakty z żyjącymi tu Żydami.
W 1990 zaczął pracować dla Fundacji Laudera. Lata 1992-98 spędził w Warszawie. Do Polski powrócił w czerwcu 2000 jako główny rabin Warszawy i Łodzi.
8 grudnia 2004 Michael Schudrich został wybrany Naczelnym Rabinem Polski. Pełni także funkcję Rabina Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie.

2020-11-08-noc-krysztalowa-rocznica-2.jpg

Kristallnacht, The Night of Broken Glass

March of the Living launches global interfaith initiative to commemorate Kristallnacht:

Koncert "Gdzie jest mój Homel" - 82.Rocznica Nocy Kryształowej

Krakowski koncert online "Gdzie jest mój Homel" w wykonaniu artystów Piwnicy pod Baranami. Muzycy zaprezentują pieśni,które od lat brzmią w murach Krakowa, by upamiętnić 82. Rocznicę Nocy Kryształowej.

Podczas koncertu usłyszeć będzie można takie utwory jak: "Skrzypek Hercowicz", "Es brent" czy "Miasteczko zapomniane", które wykonają:

  • Tadeusz Kwinta- wokal
  • Ola Maurer- wokal
  • Ula Makosz - wokal
  • Paweł Pierzchała - fortepian
  • Michał Półtorak - skrzypce
  • Słowo wstępne: Klaudia Klimek

Koncert "Żydowska ulica" w wykonaniu Izabeli Szafrańskiej,zorganizowany z okazji 82.Rocznicy Nocy Kryształowej.

Na projekt „ŻYDOWSKA ULICA” składają się najbardziej znane pieśni żydowskie, utwory autorów żydowskiego pochodzenia, utwory o tematyce żydowskiej i wojennej m.in.: Jeruszalaim szel zahaw, Dona Dona, Rebeka, Warszawo ma i wiele innych...

Artystce towarzyszy zespół w składzie:

  • Przemysław Zalewski - pianino
  • Marcin Drabik- skrzypce
  • Przemysław Skałuba – klarnet, duduk,saxofony
  • Maciej Rejmentowski - gitary
  • Maciek Magnuski - bas
  • Damian Szajkowski - perkusja

Organizator: Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce Realizacja nagrania: Arslumen.pl Zrealizowano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji

Noc kryształowa w Breslau. Relacja Chany Ben Yehudy

Źródło: Chidusz 2016

Chana Ben Yehuda urodziła się w Breslau, w rodzinie, jak sama ją określiła, mieszczańskiej i dobrze sytuowanej. Jej ojciec był właścicielem firmy produkującej damskie płaszcze. W latach trzydziestych jeden z jej wujków dowiedział się o korzystnej okazji kupna wielopiętrowego budynku w centrum miasta. – Kupił ten dom, kiedy urodził się mój brat, z myślą, że podaruje mu go jako prezent z okazji brit mila – wspomina Chana. Początkowo ojciec nie chciał przyjąć prezentu, oburzał się na jego olbrzymią wartość. – Co w takim razie podarujesz mu, kiedy będzie się żenił? – miał pytać. W końcu jednak w nim zamieszkali. Z okien widzieli siedzibę niemieckiej policji, a z balkonu monumentalną Nową Synagogę.

Ten sam wuj, który kupił dom, w 1936 roku zasugerował, żeby przeprowadziła się do niego cała rodzina, i z Niemiec, i z Polski. – W ten sposób Niemcy nic nie będą mogli nam zrobić. Dom należy do obywatela Polski, a nie Niemiec, więc jest to jakby obcy grunt – mówił. Właściwie od momentu dojścia Hitlera do władzy w rodzinie toczyły się dyskusje o tym, co robić. Ktoś sugerował, żeby zacząć uczyć się hebrajskiego i przygotowywać do wyjazdu do Palestyny. W 1937 roku ktoś inny pojechał sprawdzić, jakie warunki panują w Kenii, bo zaczęło się mówić o możliwości emigracji do tego kraju. Na rodzinnej naradzie zapadła jednak decyzja, że jeśli mają wyjeżdżać, to wszyscy. – Mimo że mieli pieniądze i mogli zapłacić za certyfikaty umożliwiające wyjazd, opcji nie było wiele – twierdzi Chana. Ona sama musiała zmienić szkołę – nie mogła już więcej chodzić do zwykłego niemieckiego gimnazjum. W żydowskiej szkole odstawała od rówieśników z powodu braków w wiedzy religijnej, ale ojciec szybko wynajął korepetytorów. Zaangażowała się w działalność syjonistycznych ruchów młodzieżowych, którym przewodzili nauczyciele. Popołudniami zwracała się do nich po imieniu, rano, kiedy siadała w szkolnej ławce, z wymaganym szacunkiem. Uważała, że szkoła i jej młoda, pełna energii kadra nauczycielska wywarły wielki wpływ na dalsze życie jej i kolegów z klasy. – Nie było w szkole nikogo, kto by jej nie kochał – mówi.

Wspomnienia nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku Chana nagrała dla swoich dzieci i wnuków tuż po swoich siedemdziesiątych urodzinach. Poniżej publikujemy ich fragment.


Okna naszego mieszkania wychodziły bezpośrednio na siedzibę Gestapo.

Mieszkaliśmy na trzecim piętrze (…). Po prawej stronie z balkonu widać było Nową Synagogę.

W noc kryształową pierwsza obudziła się moja mama. Niebo nagle się zaczerwieniło. Płonęła synagoga. Natychmiast obudziła mnie i siostrę. Uznała, że nasz brat jest za mały i powinien spać dalej. Każdej z nas kazała spakować się do małej walizki, bo nie było wiadomo, co przyniesie poranek.

Wszyscy usiedliśmy i czekaliśmy.

Z charakterystyczną niemiecką precyzją, dokładnie o ósmej rano, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Przyszli aresztować wszystkich żydowskich mężczyzn, w tym także mojego ojca.

Nie wiedzieliśmy, co się działo. Nie wiedzieliśmy, co będzie dalej.

W ostatniej chwili mój tata powiedział: – Zostańcie w domu, wszystko będzie dobrze, mam nadzieję, że niedługo wrócę.

Mieszkając naprzeciwko policji, widziałyśmy, jak podjeżdża ciężarówka za ciężarówką, wszystkie wypełnione aresztowanymi mężczyznami. Był tam ogromny, pusty plac i to na nim chyba gromadzili wszystkich Żydów.

Mojego ojca nie było w domu przez prawie dwa miesiące. Był w Buchenwaldzie, ale o tym dowiedziałyśmy się dopiero później.

Synagoga płonęła, o ósmej zabrano mężczyzn, a w południe znów zadzwonił dzwonek do drzwi. Tym razem przyszli nam powiedzieć, że całe wnętrze synagogi doszczętnie spłonęło i boją się, że jej olbrzymi dach może się zawalić.

Oznajmili, że nie mają wyboru i muszą ją wysadzić za pomocą ładunków wybuchowych. Podali nam godzinę i powiedzieli, żeby iść do pokoju bez okien, a wszystkie pozostałe otworzyć, żeby nie poraniły nas odłamki szkła.

Zrobiliśmy, jak kazali. Pierwsza eksplozja nie poskutkowała. Dach synagogi zwieńczony był olbrzymią kopułą, tak solidnie zbudowaną, że dopiero za trzecim razem udało się ją wysadzić. W ten sposób Niemcy nie bali się już, że się na nich zawali.

Kawałki gruzu wpadły do naszego mieszkania, bo okna były przecież otwarte, a kiedy powiadomiono nas, że wyburzanie dobiegło końca, okazało się, że w zasadzie całe mieszkanie było nimi wypełnione.

Nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Zostaliśmy w domu, telefon wciąż działał, w międzyczasie powiadomiono nas, że lekcje zostały zawieszone do odwołania.

Spędziliśmy w domu dwa dni. Trzeciego dnia mama zadecydowała, że to ja wyjdę pierwsza, żeby zobaczyć, co stało się z interesem ojca.

Od fabryki taty dzielił mnie co najmniej półgodzinny spacer. Cała okolica była wciąż zamknięta przez policję. Chyba nie miałam aż tak żydowskiego wyglądu, bo nikt mnie nie zatrzymał i mogłam swobodnie się przemieszczać.

Podeszłam blisko budynku, którego trzy piętra należały do fabryki ojca. Na podwórzu zobaczyłam maszyny do szycia. Wszystko było zniszczone – cała zimowa kolekcja, którą przygotowywał na ten rok na zamówienie sklepów z Breslau i spoza miasta. Wszystkie płaszcze były przecięte przez środek. Nic po nich nie zostało. Zniszczyli wszystkie biura. Zabrali wszystko, co mogli, nawet książki.

Fabryka właściwie przestała istnieć. Wyglądało to tak, jakby próbowali ją spalić, ale im nie wyszło. I tak wszystko było już bezwartościowe, zniszczone. Ludzie oszaleli i próbowali kraść stamtąd jakieś rzeczy.

Poszłam do domu, ale droga była już zamknięta. Nie miałam wyboru, musiałam przejść przez punkt kontrolny, żeby się tam dostać. Miałam jeden dom i był on, owszem, w Niemczech, a ja musiałam się do niego dostać. W końcu dali mi pozwolenie.

Przez kolejnych siedem dni nikt z nas nie opuścił mieszkania.

Po jakichś trzech tygodniach otrzymaliśmy wydrukowaną ulotkę i po raz pierwszy usłyszeliśmy, gdzie zabrano mojego tatę i pozostałych mężczyzn.

Po mieście krążyły plotki, że jeśli pójdziemy do Gestapo, to może uwolnią ojca. Ja też stałam w kolejce, próbowałam go uwolnić.

Zabrałam ze sobą Krzyż [Żelazny], najwyższe odznaczenie, jakie niemiecka armia mogła przyznać rodzinom żołnierzy poległych w trakcie pierwszej wojny światowej. Krzyż był w rodzinie, ponieważ dwóch braci mojego ojca zginęło na froncie. Nie zrobiło to na nich wrażenia. Tak szybko, jak do nich przyszliśmy, odesłali nas z powrotem.

Mój ojciec miał szczęście, bo udało mu się wrócić. Po siedmiu tygodniach Niemcy uwolnili kolejną grupę, tym razem mężczyzn powyżej pięćdziesiątego roku życia. Kiedy wrócił, z trudem go rozpoznaliśmy, ciężko to nawet wyjaśnić.

Był niedożywiony, w koszmarnym stanie psychicznym, ale duch walki go nie opuszczał. W domu przywitał nas słowami: – Jest tylko jedna rzecz, jaką mogę wam powiedzieć: spróbujemy wyjechać z Niemiec najszybciej, jak tylko się da.


Jeszcze przed nocą kryształową Chana zapisała się do ruchu Alijat ha-Noar. W sierpniu 1938 roku była na obozie treningowym. Certyfikat dający jej pozwolenie na wyjazd do Palestyny otrzymała, kiedy ojciec przebywał w Buchenwaldzie. Nie chciała zostawiać matki i rodzeństwa w niepewnej sytuacji, więc pierwsza szansa przepadła, ale Chana była już przekonana, że kolejną musi wykorzystać. Rodzice początkowo przeciwstawiali się jej pomysłowi, ale kiedy ojciec wrócił z obozu, przyznał jej rację. W styczniowy piątek 1939 roku poszła jeszcze do szkoły, a w sobotę wieczorem, pożegnawszy się wcześniej z matką i rodzeństwem, pojechała z ojcem do Berlina. W poniedziałek, w dniu wyjazdu, pojawili się na dworcu przed czasem. Mieli wejść do kawiarni, kiedy z głośników puszczono pełne nienawiści wobec Żydów przemówienie Hitlera. – Teraz pozwalam ci odjechać ze spokojnym sercem – powiedział jej ojciec. Dwa miesiące po przyjeździe do kibucu Chana poznała swojego przyszłego męża Zeeva.

Rodzinie Chany udało się wyjechać z Breslau dwa miesiące przed wybuchem wojny. Celem podróży była Kenia. Jako Niemców traktowano ich tam podejrzliwie, codziennie musieli się meldować na policji, nazywano ich wrogami. Społeczność żydowska, która w tym czasie mieszkała już w Kenii, nie wykazywała zainteresowania nowymi imigrantami. Śmiała się tylko, że budują domy jak muzea, bo większość zabrała ze swoich pięknych niemieckich mieszkań, co tylko mogła. Rodzice Chany kupili ziemię, zajęli się uprawą kawy. Nie mieli o niej pojęcia, ale z czasem wszystkiego się nauczyli. Ojciec zmarł dwa lata po przyjeździe, nigdy nie doszedł do siebie po pobycie w Buchenwaldzie. Matka pierwszy raz odwiedziła córkę w Izraelu w latach pięćdziesiątych. Uwielbiała życie w kibucu, ale za swój dom zawsze uważała Kenię.


Zeznanie Chany Ben Yehudy dotyczące przebiegu nocy kryształowej jest częścią wystawy Nieukończone Życia, prezentowanej w odrestaurowanej piwnicy wrocławskiej synagogi Pod Białym Bocianem.
Tłumaczenie treści świadectwa: Malwina Tuchendler.
Polecane 09.11.2020 – historia / chidusz 53 - 10/2018

Czytaj więcej:

9 listopada 1938 — Preludium Zagłady

Źródło: Żydowski Istytut Historyczny

W nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku, Niemcy ogarnęła fala antyżydowskich pogromów. Podczas Nocy Kryształowej, nazwanej tak od odłamków szkła rozrzuconych po chodnikach niemieckich i austriackich miast, zamordowano 91 Żydów. Ok. 20 – 30 tysięcy osób osadzono w obozach koncentracyjnych. W celu upamiętnienia tych wydarzeń, w dniu 9 listopada obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem.

Atmosfera była wspaniała. W jednej z sal monachijskiego ratusza trącali się kryształowymi kieliszkami członkowie NSDAP o najniższych numerach legitymacji partyjnych – prawdziwa stara gwardia. Zebranych zaszczycił swoją obecnością sam Wódz i Kanclerz Rzeszy Adolf Hitler, przemawiał Minister Propagandy Joseph Goebbels. O 22.50 wszyscy goście się rozeszli. Kilka godzin później, w nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku, Niemcy ogarnęła fala antyżydowskich pogromów. Small zrzut ekranu 2013 11 8 o 12.22.41 pm

Niemal w każdym mieście III Rzeszy wybijano szyby w żydowskich mieszkaniach i sklepach, plądrowano je, podpalano synagogi i bezczeszczono cmentarze. Tłum kierowany przez ubranych w brunatne koszule członków Oddziałów Szturmowych NSDAP wyłapywał, bił i upokarzał napotkanych Żydów. Policja i straż pożarna nie reagowały. Włączały się do akcji tylko wtedy, gdy zagrożony był dobytek Niemców. Dopiero koło 17.00 Goebbels wydał odczytywane przez radio polecenie zaprzestania „spontanicznych demonstracji”. Zmęczony, ale też spełniony lud, zaczął rozchodzić się do domów.

Podczas Nocy kryształowej, nazwanej tak od odłamków szkła rozrzuconych po chodnikach niemieckich i austriackich miast, zamordowano 91 Żydów. Ok. 20 – 30 tysięcy osób osadzono w obozach koncentracyjnych.

Eskalacja przemocy wobec Żydów planowana była przez nazistowskie władze od dawna. Za odpowiedni pretekst do jej rozpoczęcia uznano śmierć sekretarza Ambasady Niemiec w Paryżu, Ernsta vom Ratha. Vom Rath po dwóch dniach pobytu w szpitalu, gdzie opiekował się nim osobisty lekarz Hitlera, zmarł na skutek ran postrzałowych brzucha. Strzelał do niego siedemnastoletni Herschel Grynszpan, syn małżeństwa polskich Żydów, którzy na kilka lat przed wybuchem pierwszej wojny światowej wyemigrowali do Hanoweru. Desperacki czyn Herschela był odwetem za to, co tydzień wcześniej spotkało jego rodzinę.

26 października gestapo otrzymało polecenie natychmiastowego aresztowania mieszkających w Niemczech Żydów polskiego pochodzenia i deportowania ich do Polski. Nachodzono ich w domach i z miejsca zabierano, pozwalając wziąć ze sobą tylko jedną walizkę. W ciągu kilku dni trwania Polenaktion, 17 tysięcy Żydów wysłano zaplombowanymi wagonami w kierunku wschodniej granicy Rzeszy.

Sytuacja prawna tych ludzi była fatalna. Już w marcu 1938 r. rząd Polski, obawiając się masowych powrotów prześladowanych w Niemczech polskich Żydów, wprowadził ustawę pozbawiającą obywatelstwa osoby przebywające dłużej niż pięć lat poza granicami kraju. W sierpniu władze niemieckie anulowały wszystkie stałe pozwolenia pobytu dla cudzoziemców. Było przy tym jasne, że Żydzi nowych pozwoleń nie dostaną. W praktyce stali się więc bezpaństwowcami. Polskie władze zgodziły się przyjmować, pozbawionych już polskiego obywatelstwa, Żydów tylko do końca października. I stąd wziął się pośpiech aresztujących ich gestapowców.

Deportowani Żydzi przywożeni byli do Zbąszynia, niewielkiego miasta leżącego na niemiecko-polskim pograniczu. Polskie władze wpuściły jednak tylko kilka tysięcy uchodźców, a pozostałych 8 tysięcy, w tym starców i dzieci, zmuszono do koczowania na dworcu i w okolicznych stodołach. Polenaktion wstrzymano dopiero, gdy polski rząd zagroził deportowaniem obywateli niemieckich. Większość Żydów, których Niemcom nie udało się wcześniej przewieźć za wschodnią granicę, trafiła do obozów koncentracyjnych.

Wśród uwięzionych w Zbąszyniu Żydów znalazł się krawiec Zendel Grynszpan z żoną Ryfką, rodzice Herschela oraz jego brat Mordechaj z żoną Bertą. On sam od 1936 r. mieszkał u wujostwa w Paryżu, gdzie 3 listopada otrzymał list informujący o rozpaczliwym położeniu jego rodziny. Cztery dni później Herschel Grynszpan wyszedł z domu, kupił rewolwer oraz naboje i pojechał do Ambasady Niemiec. Ubiegał się o widzenie z Ambasadorem Joannesem von Welczką, ale dopuszczono go tylko do sekretarza ambasady, vom Rotha, w kierunku którego oddał pięć strzałów śmiertelnie go raniąc.

Herschela aresztowano i osadzono w więzieniu. Choć tuż przed upadkiem Francji pozwolono mu uciec, Niemcy pojmali go ponownie. Nie wiadomo jakie były jego dalsze losy, najprawdopodobniej został przez Niemców zamordowany. Nie odbył się w każdym razie pokazowy proces, który mu szykowano.

Przed wyruszeniem do ambasady Herschel napisał adresowaną do rodziców pocztówkę, którą wsadził do kieszeni płaszcza, spodziewając się najgorszego:

Z pomocą Boga. Moi drodzy rodzice, nie mogłem uczynić inaczej, niech Bóg mi przebaczy, serce krwawi kiedy słyszę o tragedii waszej i 12 tysięcy Żydów. Muszę zaprotestować tak, żeby cały świat się dowiedział o moim proteście, i uczynię to. Przebaczcie mi.

Świat usłyszał protest Herschela. A naziści wykorzystali go do rozpętania wobec Żydów agresji na nieznaną dotąd skalę. Był to jednak tylko wstęp do uruchomienia machiny zbrodni, która na przestrzeni kilku następnych lat pochłonąć miała prawie sześć milionów ofiar.

Autor: Cyryl Skibiński