Odwaga niewygodnych pytań
26/10/2026 | Na stronie od 26/10/2026
Źródło: "Więź"
Więź.pl to personalistyczne spojrzenie na wiarę, kulturę, społeczeństwo i politykę.
Świadectwo wygłoszone podczas Wspólnej Radości Tory, modlitewnego spotkania chrześcijan i Żydów, 4 października 2026 roku w warszawskim kościele środowisk twórczych. Organizatorem Wspólnej Radości Tory jest od 35 lat Polska Rada Chrześcijan i Żydów. „Więź” była patronem medialnym tego wydarzenia.
Jerzy Sojka 26 października 2026
Doświadczenie słuchania komentarzy wygłoszonych podczas tegorocznej Wspólnej Radości Tory jest chyba najlepszą odpowiedzią na pytanie, z którym mam się zmierzyć: dlaczego dialog? Dlaczego ten wysiłek ma sens? Słowa, które usłyszeliśmy z perspektywy żydowskiej i z perspektywy chrześcijańskiej, pozwalają na to, żebyśmy sami mogli pomyśleć o sobie z nadzieją, byśmy mogli tak pomyśleć także w bardzo trudnych okolicznościach, również wtedy, gdy z powodu brutalnego realizmu sytuacji odechciewa się nam nawet myśleć, a co dopiero szukać rozwiązań.
Okazuje się, że teksty dane nam u początku naszego religijnego doświadczenia mają potencjał do tego, by przełamywać nasze zakleszczenie w takich momentach i jednak, pomimo wszystko, iść dalej. Dlatego warto słuchać i czytać razem. Nikt z nas przecież nie jest na tyle genialny czy samowystarczalny, żeby móc to zrobić samemu. Jest to prawdą, niezależnie czy myślimy o dialogu międzyreligijnym, dialogu ekumenicznym, czy może po prostu o zwykłym byciu z drugimi i wymienianiu się obserwacjami o tym, co mnie inspiruje.
Mniejszości lgną do siebie
Szykując odpowiedź na zadane mi pytanie – dlaczego dialog? – pozwoliłem sobie na spojrzenie wstecz, bo ono chociaż po części wyjaśnia, dlaczego jesteśmy tu, gdzie jesteśmy i dlaczego jesteśmy, jacy jesteśmy. Poza tym głęboko zgadzam się z inną myślą, która także wybrzmiała w komentarzach podczas tegorocznej Wspólnej Radości Tory – dialog to nie jest jakiś punkt w porządku obrad, ale coś, czym się żyje. Stąd szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego dialog, sięgnąłem do samych początków.
Jestem protestantem, luteraninem ze Śląska Cieszyńskiego, a więc takiego miejsca w Polsce, gdzie mimo że mniejszościowa tożsamość nie jest tak nieoczywista, jak często ma to miejsce w innych miejscach naszego kraju. Tożsamość ta ma jednak głęboko mniejszościowy rys, pamięć wykluczenia i walki o przetrwanie. Jakoś tak się składa, że mniejszości lgną do siebie. Wynika to choćby z głęboko wdrukowanej świadomości, że bycie mniejszością może nie być oczywiste, albo co gorsza, może gwałtownie przestać być oczywiste.
Także Cieszyn, z którego pochodzę, nosi w swojej tkance niewielkiego, urokliwego, inspirowanego Wiedniem miasteczka wiele śladów żydowskiej przeszłości – ale niestety już nie obecności. Podobnie jak w wielu miejscach na mapie Polski ta obecność ukryta jest w tkance miasta. W samym centrum znajdziemy ulicę Bóżniczą, której nazwa pochodzi od synagogi stojącej tam do września 1939 roku. Na mapie miasta znajdziemy cmentarz żydowski, ale nie ma już lokalnej żydowskiej wspólnoty, która by się nim mogła opiekować. Obecność cmentarza pozostaje pytaniem do nas, chrześcijan: co z tym miejscem zrobimy?
Tu często zaczyna się myślenie, które może prowadzić do dialogu. Nawet jeśli w szerszej perspektywie osoby, która z czasem została teologiem, niejako zawodowo „robiącym w dialogu”, takie doświadczenie nosi w sobie ambiwalentny rys.
Od nawracania do dialogu
Protestanckie środowisko pietystyczne, w którym wyrosłem, jest bardzo prożydowskie, ale niekoniecznie już prodialogowe. Jest w nim głęboka fascynacja Izraelem, jego pobożnością, zwyczajami, rolą w Bożym planie zbawienia. Ale ta fascynacja nie zawsze daje przestrzeń na dialog, gdyż nosi w sobie pierwiastki misyjnego zaangażowania, mającego za cel nawrócenie Żydów na wiarę w Chrystusa.
Czasem, co gorsza, takie podejście wynika z pewnego modelu rozumienia chrześcijańskiej eschatologii, która widzi w określonej trajektorii losu ludu Izraela niezbędny element wiodący do ponownego przyjścia Chrystusa. Takie postawy są fundamentalnym zagrożeniem dla dialogu. Stoi bowiem za nimi instrumentalizacja partnera – czy to w imię własnych eschatologicznych oczekiwań, czy to w imię realizacji chrześcijańskiej misji, która nie zważa na szczególny status ludu Izraela w Bożych oczach jako Ludu Przymierza.
Ta ostatnia kwestia pozostaje wyzwaniem dla chrześcijan, czego dowodem jest choćby fakt, że nawet apostoł Paweł potrzebował aż trzech rozdziałów Listu do Rzymian, by z tym problemem się zmierzyć, dając zniuansowaną odpowiedź, która z pewnością nie uderza w Bożą wierność przymierzu z Izraelem. Nie oznacza to też oczywiście, że dialog wymaga rezygnacji z chrześcijańskiej tożsamości. Ale aby był prawdziwy, musi zakładać spotkanie dwóch upodmiotowionych stron we wzajemnym szacunku.
Protestanckie środowisko pietystyczne, w którym wyrosłem, jest bardzo prożydowskie, ale niekoniecznie już prodialogowe. Jaka była moja droga do dialogu?
Jerzy Sojka
Niezależnie od tych istotnych niuansów myślenia o dialogu, w mojej własnej biografii pozostaje faktem, że pietystyczne środowisko protestanckie na Śląsku Cieszyńskim uczyło mnie szacunku do żydowskiego dziedzictwa, dbania o nie, szukania sposobów upamiętnienia go, a także pamięci o tych, którzy w noc II wojny światowej nie wahali się narazić własne życie, by ratować bliźnich, których ktoś postanowił zabić tylko dlatego, że byli Żydami. Ta opowieść, powiązana choćby z historią żeńskiego diakonatu Eben-Ezer w Dzięgielowie, jest tam obecna i przedstawiciele środowiska pietystycznego dbają, by nie została zapomniana.
Dzięki temu doświadczeniu mogę też powiedzieć, że miałem szczęście, iż chrześcijaństwo, w którym zostałem wychowany, pozbawione było religijnego antyżydowskiego resentymentu. A różnorodne bolesne wątki łączące chrześcijaństwo z postawami antysemickimi były odbierane w moim rodzinnym środowisku jako groźne, gdyż jeśli ktoś atakuje w imię religijnych ideałów jedną mniejszość, to szybko może zacząć atakować także inną – przykładów na to w historii znamy aż nadto.
Historia dzieje się na naszych oczach
Tyle o początkach. Potem życie toczyło się dalej. Z rzeczywistości luterańskiego ruchu młodzieżowego trafiłem do środowiska, z którym do dziś jestem trwale związany. Studia teologiczne odbyłem w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Szczególny mandat tego miejsca – powołanego do kształcenia kadr na potrzeby Kościołów mniejszościowych w Polsce – powoduje, że w jego tożsamości głęboko zakorzenione jest zobowiązanie do dbania o pluralizm i promowanie otwartości na to, co inne nie tylko w przestrzeni akademickiej, ale także w szerszej debacie społecznej.
Tam spotkałem ludzi, którzy w zupełnie naturalny sposób starali się mnie nauczyć czegoś więcej o dialogu. Często przez bardzo charakterystyczny pryzmat – zmagania się z własną tradycją. Wracając wspomnieniami do czasów studiów, natrafiłem na charakterystyczny epizod, będący udziałem wszystkich, którzy (już prawie 20 lat temu) studiowali w ChAT teologię ewangelicką. Mam na myśli coroczne seminaria z profesorami z zaprzyjaźnionego fakultetu w Bonn, mające dać nam w naszym mniejszościowym kontekście trochę oddechu i szerszego horyzontu.
Jednym z lepiej przeze mnie zapamiętanych epizodów tych spotkań była wizyta prof. Andreasa Pangritza, który zmusił nas, byśmy przyjrzeli się ewangelicko-żydowskim stosunkom czasów nazizmu w Niemczech, a zwłaszcza, byśmy przez ten pryzmat zaczęli czytać Dietricha Bonhoeffera. A jest co czytać…
Po studiach zostałem na uczelni i zacząłem pisać doktorat o Światowej Federacji Luterańskiej i jej myśleniu eklezjologicznym. I to właśnie przez ten skok „na główkę” w historię globalnego myślenia luterańskiego natrafiłem na świadectwo tego, jak luteranie w roku mojego urodzenia – 1984 – za późno, ale na szczęście jednoznacznie i na najwyższym globalnym szczeblu, decyzją Zgromadzenia Ogólnego ŚFL wsłuchali się w wyniki dialogu luterańsko-żydowskiego i odcięli się od dziedzictwa antyżydowskich wątków w teologii Marcina Lutra.
Krzysztof Bielawski
Zagłada cmentarzy żydowskich
Co więcej, kiedy już jako młody doktor teologii zostałem zaangażowany do grupy roboczej ŚFL poświęconej tematowi roli Kościoła w przestrzeni publicznej, to właśnie to działanie na rzecz międzyreligijnego pojednania stało się jednym z fundamentalnych pozytywnych przykładów luterańskiego zaangażowania w przestrzeni publicznej. Wyraźne stało się wtedy, że decyzje niewiele starsze ode mnie są nie tylko wydarzeniem historycznym, ale żywym elementem współczesnego luterańskiego samorozumienia.
Zmagania z własnym dziedzictwem
Ta droga powiązana z Akademią postawiła na mojej drodze także takie osoby jak śp. prof. Karol Karski – osoba, która w kontekście dialogu myślała odważnie i w imię jego promowania gotowa była zadawać niewygodne pytania, także, a może przede wszystkim, własnej tradycji. To on jako pierwszy po polsku pisał o ciemnej karcie antyżydowskich wypowiedzi Marcina Lutra, w czasach, gdy wszyscy inni na ten temat milczeli, widząc w tym milczeniu istotny wkład w przetrwanie własnej tradycji.
Później, gdy nasz kraj doświadczył więcej wolności, prof. Karski dbał o to, by mój własny Kościół zmierzył się z tym dziedzictwem także instytucjonalnie, zabierając głos na najwyższym szczeblu, tj. Synodu Kościoła, który jednocześnie wpisywał się w proces konsultacyjny towarzyszący powstawaniu ważnego wprowadzenia w dialog ewangelicko-żydowski – dokumentu Wspólnoty Kościołów Ewangelickich w Europie „Kościół i Izrael”. Dokument ten, także za sprawą prof. Karskiego, został niedługo po publikacji udostępniony w przekładzie polskiemu czytelnikowi.
Prof. Karskiemu zawdzięczam jeszcze jedną rzecz: zaproszenie w 2016 roku na spotkanie warszawskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Ewangelickiego, które odbywają się przy parafii Św. Trójcy w Warszawie. Zadał mi wtedy bardzo konkretny temat – „Luter i Żydzi”, dbając o to, bym wgryzł się w niego nie tylko z perspektywy różnych współczesnych oświadczeń luterańskich czy ewangelickich odrzucających to dziedzictwo (które zresztą, także w mojej redakcji, licznie publikował w tamtym czasie na łamach „Studiów i Dokumentów Ekumenicznych”), ale w zderzeniu z materiałem źródłowym. Wykonałem wtedy tę pracę i bardzo szybko nauczyłem się bycia za to zadanie głęboko wdzięcznym.
Przygotowało mnie ono bowiem do krytycznego zmierzenia się z przeszłością własnej tradycji wyznaniowej w roku jubileuszu 500 lat Reformacji. To ważne, gdyż dialog nie polega na patrzeniu na swoją własną tradycję przez różowe okulary i szukaniu dowodów własnej wspaniałości, ale domaga się dostrzeżenia tego, co niewygodne u mnie samego, co być może wymaga zmiany, wzięcia odpowiedzialności, przeproszenia, pokuty i pojednania.
Luteranie wobec Auschwitz i antysemityzmu
Po 2017 roku moje dialogowe zaangażowanie nabrało rozpędu. Wśród osób, którym za to jestem wdzięczny, nie sposób nie wymienić Forum Dialogu i osobiście Zuzanny Radzik. Gdyby nie jej zaproszenie na seminarium o relacjach chrześcijańsko-żydowskich do Izraela, pewnie nie trafiłbym do Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów…
Tragiczny technooptymizm | Ocalić to, co kruche | W czym maszyna nas nie zastąpi
Tutaj powraca Światowa Federacja Luterańska, która zdecydowała się przyjechać na swoje kolejne Zgromadzenie Ogólne w 2023 roku do Krakowa. To łączyło się dla mnie między innymi z zaproszeniem do grupy roboczej, przed którą postawiono zadanie wprowadzenia luterańskich braci i sióstr w tematykę dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Zadanie było oczywiste: ŚFL jako globalna wspólnota przyjeżdża do Polski, do Krakowa, odwiedzi Auschwitz-Birkenau, potrzebne jest więc krótkie wprowadzenie, żeby się na to doświadczenie przygotować.
Wprowadzenie nie było krótkie – ostatecznie dokument „Nadzieja na przyszłość” ma solidnie ponad 100 stron. Wynika to z wolności tworzenia, jaką sobie jako grupa robocza przyznaliśmy. Wiedzieliśmy bowiem, że przywozimy do Polski dużą grupę luteran z całego świata. Część z nich doskonale zna historię, której symbolem jest Auschwitz, cześć z nich zupełnie jej nie zna. Część jest gdzieś pomiędzy… Ponadto przecież ta historia jest dużo szersza i bogatsza niż te kilka lat, których mrok skondensował się w symbolu Auschwitz.
Poza tym wiedzieliśmy, że jako ŚFL czujemy szczególne wyzwania związane z konfliktem w Ziemi Świętej. Z jednej strony mamy wśród swoich członków luterański Kościół w Jordanii i Ziemi Świętej złożony z palestyńskich chrześcijan, z drugiej strony chcemy być wierni naszemu zobowiązaniu do dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Z trzeciej, od lat jesteśmy aktywni charytatywnie w Jerozolimie poprzez znajdujący się na Górze Oliwnej szpital im. Augusty Wiktorii, którego prowadzenie stanowi znaczący element naszego diakonijnego zaangażowania. Ten splot okoliczności i powodowane nim napięcie jest stale obecne w życiu i pracach Federacji.
Mając to wszystko z tyłu głowy, zabraliśmy się do zmagania z tematem. Było ono relatywnie proste, póki toczyło się przez jakieś blisko dwa lata w wewnątrzluterańskim kręgu. Potem jednak stwierdziliśmy, że dokument musi być skonsultowany ze stroną żydowską. Poprosiliśmy więc Dawida Sandmela o pomoc, wiedząc, że sam tekst jest ryzykowny, bo zajmuje się między innymi także konfliktem w Ziemi Świętej. Rabin Sandmel okazał się godnym zaufania partnerem zaangażowanym w dialog, co poskutkowało tym, że przez kolejne ¾ roku spotykaliśmy się praktycznie co miesiąc via zoom, żeby próbować znaleźć zbalansowany obraz. Dialog polega bowiem także na wspólnym mierzeniu się z tematami trudnymi, tak, by możliwe było ich uczciwe omówienie, a później pójście dalej razem.
Te doświadczenia są dla mnie inspiracją, by dzielić nimi, czy to dzisiaj tutaj przy tej jakże do tego odpowiedniej okazji, czy to na forum własnego Kościoła, czy też przede wszystkim z moimi studentami. Teraz ja jestem wśród tych, którzy starają się im przekazać fundamenty dialogicznego myślenia, także poprzez lekturę obszernych dokumentów dialogu. Celem jest oczywiście nie tylko przeczytanie, ale również zrozumienie i, miejmy nadzieję, zainspirowanie ich na przyszłość, by sami w swoich działaniach na różnych forach chcieli być tymi, którzy będą pielęgnować dialog.
Przeczytaj też: Synodalność spiralna. Doświadczenie luterańskie
Jerzy Sojka
ur. 1984. Teolog luterański, dr hab., profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie, kierownik Katedry Teologii Historycznej ChAT, prodziekan Wydziału Teologicznego ChAT. Członek Synodu Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego XIV i XV Kadencji, w drugiej z nich wybrany radcą świeckim Rady Synodalnej. Członek Rady Światowej Federacji Luterańskiej w kadencji 2017-2023 oraz 2023-2030, w drugiej z nich wybrany przewodniczącym Komisji Rady ŚFL ds. Relacji Ekumenicznych oraz członkiem Komitetu Wykonawczego ŚFL. Członek zarządu Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Autor książek, m.in. „Czytanie Reformatora. Marcin Luter i jego pisma”, „Widzialne Słowo. Sakramenty w luterańskiej Księdze zgody” oraz „Stawanie się wspólnotą. Wieczerza Pańska jako nota ecclesiae w publikacjach Światowej Federacji Luterańskiej”. Żonaty, pochodzi z Cieszyna, mieszka w Warszawie.