Wiezjub

27.02.2008 środowisko skupione wokół miesięcznika „Wieź” obchodzi

jubileusz 50-lecia istnienia.

Oto krótka historia środowiska „Więzi”, mająca wielki wpływ nie tylko na współczesny kształt polskiego katolicyzmu, ale i na dynamikę przemian, prowadzących do odzyskania niepodległości.

Tadeusz Mazowiecki i jego współpracownicy zakładali „Więź” wkrótce po Październiku 1956 r., w okresie ożywienia nadziei na reformę ustroju komunistycznego. Już w deklaracji wstępnej do pierwszego numeru – w duchu personalizmu – uznawano osobę ludzką za wartość nadrzędną w porządku doczesnym. Mimo ograniczeń narzucanych przez cenzurę i wynikającej stąd konieczności mówienia "językiem ezopowym", "Więź" ciągle przypominała o "podmiotowości społeczeństwa" i potrzebie rozwoju "demokratycznych form życia politycznego".

„Więź” od początku była pismem katolickim, a publicystyka religijna zajmowała na jej łamach wiele miejsca. Pragnęła przyczynić się do intelektualnego ożywienia polskiego katolicyzmu, otwarcia go na współczesną kulturę i nową zachodnią myśl teologiczną. Była zafascynowana Janem XXIII oraz ideami Soboru Watykańskiego II i pragnęła te idee przenosić do Polski.

„Więź” nie wahała się przed krytykowaniem negatywnych – zdaniem redaktorów – zjawisk w polskim Kościele, nawet jeśli oznaczało to wejście w spór z Prymasem Stefanem Wyszyńskim. Programem pisma był "Kościół otwarty", by użyć terminu będącego tytułem książki Juliusza Eski, wieloletniego zastępcy redaktora naczelnego. Dialog rozwijano z różnymi grupami inteligencji, także laickiej, a w „Więzi”pojawiły się najwybitniejsze nazwiska polskiej kultury.

Drogę „Więzi” wyznaczają momenty, kiedy należało dokonać jednoznacznych wyborów, nawet jeśli mogło to grozić likwidacją pisma. Pierwszym takim momentem był Marzec 1968 roku, gdy pismo zajęło wyraźną postawę wobec trwającej kampanii antysemickiej, a następnie otworzyło swoje łamy dla twórców kultury pozbawionych możliwości druku w prasie państwowej.

Po raz drugi przed taką próbą „Więź” stanęła po Czerwcu 1976 roku, w okresie antyrobotniczych represji i tworzenia się opozycji demokratycznej. Mazowiecki apelował wtedy do władz o cofnięcie represji, wejście na drogę reform, a w maju 1977 r. został rzecznikiem głodujących w kościele św. Wojciecha współpracowników KOR-u.

Jesienią tego samego roku zorganizowana przez Mazowieckiego sesja o prawach człowieka była wyraźną i doniosłą deklaracją. Egzystencja pisma w tym okresie była mocno zagrożona, a swoje przetrwanie zawdzięczało jego obronie, jakiej wobec władz podjęli się Prymas Stefan Wyszyński oraz biskup Bronisław Dąbrowski.

Po raz trzeci przed próbą postawy stanęła „Więź” w Sierpniu 1980 roku. Mazowiecki udał się do Gdańska, by służyć radą strajkującym robotnikom. Dobrą pozycję i wysoką wiarygodność w ruchu walki o demokratyczne przemiany zawdzięczała „Więź” przede wszystkim Tadeuszowi Mazowieckiemu, a także zespołowi jego współpracowników, którzy udzielali swemu szefowi wsparcia w momentach trudnych decyzji.

Rok 1981 otwierał nową epokę - „Więzi” bez Mazowieckiego. Założyciel i wieloletni redaktor naczelny odszedł, by służyć " Solidarności''. Chociaż z redakcją pozostawał w kontakcie, to jednak odpowiedzialność za kształt pisma ponosił odtąd zespół kierowany przez Wojciecha Wieczorka. Po krótkim okresie wolności posierpniowej, nadeszły znów czasy trudnej próby: w grudniu 1981 roku zawieszenie pisma na kilka miesięcy, internowanie kilku redaktorów, a później redagowanie miesięcznika w warunkach ostrej cenzury.

Rok 1989 wraz z Okrągłym Stołem, wyborami i powstaniem rządu Mazowieckiego otworzył nową epokę także w dziejach „Więzi”. Pismo pod redakcją nowego redaktora naczelnego Stefana Frankiewicza mogło mówić pełnym głosem i towarzyszyć swoją refleksją budowaniu Trzeciej Rzeczpospolitej. Podjęto wtedy kluczową decyzję – niezaangażowania się po stronie któregokolwiek z nurtów podzielonej "Solidarności", utrzymania postawy niezależnego obserwatora i komentatora. Taki wybór zaakceptował Mazowiecki i zgodził się nadal udzielać pismu swego wsparcia przez przewodniczenie Kolegium Redakcyjnemu „Więzi”.

Gdy w 1995 roku Stefan Frankiewicz został ambasadorem RP przy Stolicy Apostolskiej, funkcję naczelnego redaktora „Więzi” objął Cezary Gawryś, a od roku 2001 pełni ją Zbigniew Nosowski. Pod ich kierownictwem pismo podtrzymało i umocniło swą czołową pozycję wśród polskich czasopism kulturalnych. Podejmowano także nowe formy działania, np. produkcja programów telewizyjnych.

Jedno z najstarszych polskich czasopism jest obecnie redagowane przez ludzi względnie młodych, trzydziesto- i czterdziestolatków. Znakiem łączności między starą a nową "Więzią" jest skład Rady Redakcyjnej, której przewodniczy Tadeusz Mazowiecki. Na jej dorocznych zebraniach obecni redaktorzy toczą dyskusje o Polsce, kulturze i Kościele z twórcami pisma z poprzednich okresów i ich współpracownikami. Nie zawsze i nie we wszystkim mogą się zgodzić, ale więź jest silniejsza od ewentualnych różnic.

We wczesnych latach sześćdziesiątych, po Październiku, środowisko warszawskiego miesięcznika postrzegane było jako lewicowe. Dziś w niepodległej, wolnej Polsce – wedle klasyfikacji Jarosława Gowina z książki "Kościół po komunizmie" – „Więź” współtworzy nową centrową formację: "katolicyzm integralny". "Chcemy przede wszystkim współtworzyć główny nurt życia Kościoła, a nie zajmować się umacnianiem wewnątrzkościelnych frakcji. Tak odczytujemy znaki czasu" - deklarował z okazji 40-lecia pisma Cezary Gawryś. Zbigniew Nosowski potwierdza te słowa: „Chcemy współtworzyć katolicyzm współczesny, krytyczny, ale zarazem ortodoksyjny”.

Kluczowym wydarzeniem dla kościelnej tożsamości „Więzi” jest II Sobór Watykański. Twórcy pisma w nim właśnie odnaleźli spełnienie swoich marzeń o Kościele, wyrażanych wcześniej na łamach miesięcznika. Obecni redaktorzy zaś, wychowani już w Kościele posoborowym, kontynuują ten nurt, podejmując takie inicjatywy, jak np. "Dzieci Soboru zadają pytania" - książka i cykl programów telewizyjnych przygotowanych z okazji 30. rocznicy zakończenia Soboru.

Ze środowiskiem „Więzi” trwale związany jest postulat "Kościoła otwartego". Pod tym tytułem ukazała się w 1963 r., jeszcze w trakcie trwania Vaticanum II, programowa książka Juliusza Eski. Nie prezentował on jednak opozycji Kościół otwarty - Kościół zamknięty. Dla niego otwartość była postulatem moralnym, ewangelicznym wymogiem otwartości na wszystkich ludzi, niezależnie od ich przekonań. Z tej postawy wypływała charakterystyczna dla „Więzi” gotowość do dialogu z chrześcijanami innych wyznań, Żydami, niewierzącymi, sąsiednimi narodami. Tak rozumiana otwartość była i pozostaje obowiązkiem chrześcijanina

  • mówi się dzisiaj w „Więzi”.

Dzisiejsza „Więź” podkreśla swoją niezależność wobec partii politycznych, choć bynajmniej apolityczna nie jest. Zespół czuje się mocno związany z tradycją "Solidarności", ale nie identyfikuje się z żadnym konkretnym ugrupowaniem. Każdy z redaktorów jest indywidualnością o nieco innych sympatiach politycznych i innej wrażliwości.

To zróżnicowanie – jak zgodnie mówią członkowie redakcji – nie jest przeszkodą w redagowaniu pisma, a chyba nawet zaletą, bo pozwala bardziej obiektywnie spojrzeć na różne problemy, uniknąć pułapki ideologizacji, "upartyjnienia". „Więź” nie lansuje konkretnej ideologii, jednego ściśle określonego punktu widzenia, jednej "prawdy". Proponuje sposób oceniania zjawisk, ale go nie narzuca. Redakcja stara się, aby zamieszczane w WIĘZI teksty polityczne nie były analizami partyjnymi, by służyły nie partykularnym interesom, lecz dobru wspólnemu.

W czasach, gdy jesteśmy bombardowani codziennie tysiącami informacji, obrazów i sprzecznych opinii, miesięcznik taki jak „Więź” zachęca do spokojnej lektury i namysłu. Pismo podejmuje pytania dotyczące spraw zasadniczych: z pogranicza religii, kultury, życia społecznego i polityki, a także problemów współżycia z sąsiadami. Czytelnikowi, który zagłębi się w lekturę, „Więź” chce dostarczyć kluczy do uporządkowania i zrozumienia natłoku informacji napływających każdego dnia. Stara się dać to, co niegdyś nazywano formacją ideową i kulturalną. (mp, KAI za: Forum Żydzi-Chrześcijanie-Muzułmanie)