Bp Markowski: Dialog międzyreligijny to nie interes

Bp Markowski: Dialog międzyreligijny to nie interes.
Bp Markowski: Dialog międzyreligijny to nie interes.

Ozeasz nazywany jest „prorokiem przebaczającej miłości”. To prorok, który po raz pierwszy użył symbolicznego obrazu małżeństwa na określenie relacji między Bogiem a Narodem Wybranym. Wyrzuca narodowi niewierność wobec Boga, łamanie Przymierza i praktykowanie bałwochwalstwa, które staje się duchowym cudzołóstwem. Ta niewierność zasługuje na karę i grozi zagładą, zniszczeniem całego ludu. Jednak prorok Ozeasz pyta: „Czy jest jakaś nadzieja na ocalenie i powrót do Boga?”. Odpowiada, że tak. Kryje się ona nie tylko w porzuceniu bałwochwalstwa, ale przede wszystkim w przebaczającej miłości Boga. Jest to miłość potężna, niepokonana, która jest w stanie pokonać wszelką niewierność i doprowadzić naród do nawrócenia

Dlaczego na centralne obchody wybrano w tym roku Łódź?

– Ze względu na swoją wielowiekową i znaczącą obecność społeczności żydowskiej w tym mieście. Od początku XIX w., kiedy Łódź zaczęła się przekształcać w silny ośrodek przemysłowy, nastąpił znaczący napływ ludności żydowskiej. Powstała pierwsza synagoga oraz cmentarz żydowski. Jak podają źródła historyczne, już w XIX w. gmina liczyła ok. 100 tysięcy osób, a na początku XX w. ponad dwieście tysięcy. Była to jedna trzecia mieszkańców miasta. Jednocześnie była to gmina, która bardzo żywo uczestniczyła nie tylko w rozwoju przemysłowym, ale również na polu kultury i w życiu społecznym całej Łodzi. Kres temu rozwojowi położył dramat II wojny światowej i nazistowski program zagłady, który boleśnie dotknął łódzkich Żydów. (...)

Jak Ksiądz Biskup definiuje dialog międzyreligijny?

– Najkrócej ujmując, dialog międzyreligijny to spotkanie i rozmowa partnerów reprezentujących odmienne spojrzenie na ideę Boga, naturę świata i życie ludzkie. Celem takiego spotkania jest próba wzajemnego poznania i zrozumienia swojej odmienności. Jest to możliwe wówczas, gdy towarzyszy temu rzetelne przygotowanie teologiczne i religioznawcze oraz wzajemne uznanie wartości przekonań religijnych obu stron. Jeżeli do tego dodamy postawę szacunku, pokory i otwartości na życzliwą krytykę, wówczas urzeczywistniamy dialog międzyreligijny, który staje się źródłem poznania i zrozumienia, a przez to instrumentem zgody i pokoju. Nie może być bowiem tak, że spotkanie z ludźmi reprezentującymi odmienne poglądy religijne czy światopoglądowe, odczytywane jest tylko i wyłącznie w kategoriach zagrożenia i wrogości. A tak często bywa, choćby w odniesieniu do uchodźców przybywających do Europy z krajów ogarniętych wojną.

A takie spotkanie w ramach dialogu międzyreligijnego nie grozi utratą

tożsamości?

– Docierają do mnie takie wątpliwości. Czy prowadzenie dialogu nie wiąże się z niebezpieczeństwem utraty własnej specyfiki i religijnego dziedzictwa? Te obawy wynikają między innymi z przeświadczenia, że dialog międzyreligijny domaga się pewnego rodzaju kompromisu, ustępstw, rezygnacji z własnego zdania czy też zawieszenia, choćby czasowo, swoich własnych przekonań religijnych. Ale to nie jest prawda. Wprost przeciwnie. Z punktu widzenia teologii religii, dialog domaga się już na samym początku określenia swojej własnej specyfiki i tożsamości. Inaczej mówiąc, rozpoczęcie i prowadzenie dialogu uwarunkowane jest jednoznacznym określeniem przez obie strony swoich własnych przekonań religijnych, bo tylko wtedy możemy wykazać, co rzeczywiście nas łączy, a co różni. Dlatego dialog powinien odbywać się bez założeń wstępnych oraz na płaszczyźnie równości i wzajemnego szacunku. Taki dialog pozwala zachować wierność własnym przekonaniom religijnym, a zarazem służy pokonywaniu uprzedzeń i budowaniu szacunku wobec kogoś, kto reprezentuje inne poglądy religijne.

W kontekście Dnia Judaizmu pojawiają się takie głosy, ostatnio np. pytał o

to na twitterze ks. Isakowicz-Zaleski: „Czy w judaizmie jest Dzień Katolicki?”. Powinniśmy czekać na takie odwzajemnienie?

– „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10,8). Prowadzenie dialogu międzyreligijnego to nie jest prowadzenie interesu, zaś misja głoszenia Ewangelii to nie biznes, w którym rachuje się zyski i straty. Gdybyśmy mieli rachować wszelkie „za” i „przeciw”, wówczas utracilibyśmy coś bardzo cennego, a mianowicie wolność i bezinteresowność naszej posługi.