Żydzi, list episkopatu i grzech zaniedbania

Może po prostu wcześniej mało kto nad Wisłą interesował się tym, jakie dokumenty ukazują się w Watykanie, czym żyje Kościół powszechny, jak rozwija się teologia.

Monika Białkowska

Źródło: "Więź"

Monika Białkowska 24 marca 2026

Pokłóciliśmy się o coś, co w Kościele powszechnym od sześćdziesięciu lat jest oczywistością.

Emocje, jakie wywołał niedzielny list Konferencji Episkopatu Polski, najlepiej pokazują, że w Polsce, owszem, chętnie mienimy się katolikami i gotowi jesteśmy za ów „katolicyzm” iść na barykady. Tyle że bić się chcemy za religię, którą sami sobie wykreowaliśmy na własne doraźne potrzeby i która z Kościołem Rzymskim nie ma wiele wspólnego.

Kto bowiem z komentujących zastanowił się nad tym, że budzące ponoć największe kontrowersje zdanie, przez niektórych nazywane wręcz heretyckim, ma już ponad dziesięć lat? Przecież słowa: „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą” znalazły się w dokumencie opublikowanym przez watykańską (!!!) Komisję ds. Relacji Religijnych z Judaizmem w grudniu 2015 roku.

WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Nie są one niczym odkrywczym ani nawet nowym. Nie wprowadzają absolutnie żadnego przełomu. Słowa, które wypowiedziane przez polskich biskupów (za których sztuką epistolarną nie przepadam), mają być zdradą, hańbą, herezją i co tam jeszcze niechętnym przyjdzie do głowy, od dziesięciu lat spokojnie żyją sobie w oficjalnych dokumentach Kościoła. I Kościół się od tego nie rozpadł. I Bóg nie przestał nas zbawiać.

Może po prostu wcześniej mało kto nad Wisłą interesował się tym, jakie dokumenty ukazują się w Watykanie, czym żyje Kościół powszechny, jak rozwija się teologia.

Smutny fakt

Nie od dziś wiadomo, że mamy w Kościele w Polsce do czynienia z olbrzymim grzechem zaniedbania na polu edukacji. Trudno nie odnieść wrażenia, że dyskusja wywołana listem KEP tylko ten problem uwidoczniła. Dlatego nie od wyjaśniania pojęć trzeba tu zacząć, a od głośnego wołania o edukację wierzących dorosłych oraz o stałe wychodzenie z kościelnego polskiego podwórka – jeśli nie w stronę Kościoła Powszechnego, to przynajmniej w kierunku Rzymu.

I to jest dla mnie meritum sprawy: bo pokłóciliśmy się o coś, co w Kościele od dziesięciolecia, a w zasadzie od sześćdziesięciu lat, jest oczywiste. Odgrzaliśmy stary kotlet, przekonani, że oto właśnie my ocalamy świat.

Oczywiście do listu KEP można mieć zarzuty. Tym głównym jest jednak nie jego treść, a czas i kontekst publikacji. Sześćdziesiąta rocznica opublikowania deklaracji „Nostra aetate” o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich przeszła niemal niezauważona w październiku ubiegłego roku. Czterdziesta rocznica przełomowej wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze była ostatnim możliwym wydarzeniem, które można było wspomnieć i przypomnieć w ramach świętowania.

Nie mamy powodu patrzeć Bogu zazdrośnie na ręce i pilnować Go, żeby przypadkiem nie zbawił nikogo poza nami

Monika Białkowska

Rocznice czcić trzeba. Polscy biskupi działają zaś raczej w kalendarzu rocznic i wspomnień, niż wydarzeń, które niesie świat. Samo pisanie i redagowanie listu trwać może kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. Fakt, że list potępiający (absolutnie słusznie) antysemityzm i przypominający (teologicznie poprawnie), że Żydzi pozostają ludem wybranym, opublikowany został po kilku latach toczącej się w Izraelu i Palestynie wojny, w której to Izraelczycy wykazują się niespotykanym okrucieństwem wobec palestyńskich cywilów, mógł być w gruncie rzeczy tylko nieprzewidzianą przez biskupów okolicznością.

Nie bronię ich ani nie usprawiedliwiam: stwierdzam po prostu smutny fakt. Czy mogli „nie zauważyć”, jakie oburzenie w świecie i w Polsce budzą działania Benjamina Netanjahu? Tak, mogli tego nie zauważyć. Jak to o nich świadczy, Czytelnicy ocenią, ale osobiście uważam, że dopatrywanie się w tym skomplikowanej politycznej gry i wielowarstwowych iluzji jest zbyt dużym komplementem.

Biskupi napisali swój list o Żydach, czyli o tych ludziach, którzy są wyznawcami judaizmu. Nie pisali o Izraelczykach, zatem o tych, którzy są obywatelami państwa Izrael.

List pasterski KEP, abstrahując całkowicie od bieżących wydarzeń, jest listem o relacji dwóch religii: o ich historii i o przyszłości. Prawda zaś o tej relacji jest taka, że to chrześcijanie w relacji z judaizmem odkrywają swoje korzenie i swoją tożsamość. Czy mogliby to zrobić, odrzucając judaizm? Teoretycznie wydaje się to możliwe.Kościół już w 49 roku na Soborze Jerozolimskim, w sporze między Pawłem a Piotrem, ustalił, że poganie przyjmujący Jezusa nie muszą brać na siebie religijnych zobowiązań judaizmu. Uwolnieni zostali z przestrzegania przepisów żydowskiego Prawa i z obowiązku obrzezania.

Tyle że oni sami przesiąknięci byli do szpiku kości judaizmem, tak samo zresztą, jak z judaizmu wyrastał Jezus. Rozumieli Go. Dla nas Jezus Chrystus pozbawiony kontekstu judaizmu, oderwany od ówczesnych tradycji i rytuałów, odarty z ówczesnej religijności, staje się niezrozumiały. Jest tylko płaską postacią na religijnych obrazkach, naiwnie uśmiechniętą. Bez rozumienia judaizmu nie jesteśmy w stanie pojąć ani głębi przypowieści, ani znaczenia gestów Jezusa, ani nawet Jego słów.

Piotr Matywiecki
Dwa oddechy

Bez żydowskiego przecież Starego Testamentu Jezus traci wszystkie proroctwa i dramat oczekiwania, i nawet ów brak zrozumienia Jemu współczesnych, kim ma być Mesjasz, staje się dla nas niezrozumiały. Bez judaizmu zostajemy bez psalmów. Bez judaizmu zostajemy bez Paschy. Bez judaizmu zostajemy bez Eucharystii, która wprawdzie była i jest działaniem Boga, ale przecież jej ludzki rytm i porządek mają swoje źródło w kulcie w Świątyni.

Już tylko to sprawia, że musi się w nas rodzić szacunek i wdzięczność. Już samo to sprawia, że jako chrześcijanie powinniśmy stanąć w pokorze i uczyć się, nie spłycać swojej własnej wiary, nie okradać Jezusa z tego, co było tak bardzo Jego – czyniąc go przystojnym blondynem.

Kościół zrozumiał, co zrobił

Jednym z poważniej brzmiących argumentów, używanych w niektórych kręgach, jest ten, że nauczanie o zbawieniu Żydów to zerwanie z nauczaniem Kościoła, odejście od tego, co się nazywa hermeneutyką ciągłości – bo przez niemal dwa tysiące lat Kościół uczył przecież, że Żydzi nie dostąpią zbawienia. Ci sami ludzie będą mówić, że sytuację zmienił Holokaust, po którym nauczanie Kościoła przestało rzekomo spełniać warunki politycznej poprawności.

Najlepiej będzie tu chyba zacytować słowa ks. Grzegorza Michalczyka, które padły w programie „Reportaż z wycinków świata”. – Bez wątpienia Holokaust był katalizatorem w zmianie spojrzenia na Żydów. Był też kubłem zimnej wody na głowy wielu. Nagle okazało się, że powstała w Kościele przestrzeń, w której tak potworna rzecz mogła się wydarzyć. Jak to możliwe, że z pokoleń, które uczyły się od dziecka katechizmu i recytowały „Nie zabijaj”, wyrastali ludzie, którzy potem mordowali kobiety, dzieci i starców tylko za to, że byli Żydami? – zastanawiał się ks. Michalczyk.

Duchowny znalazł w „Ateneum Kapłańskim” z 1938 roku artykuł ks. Michała Morawskiego (skądinąd w 1940 roku zamordowanego przez nazistów) o „stanowisku Kościoła wobec niebezpieczeństwa żydowskiego w dawnej Polsce”. Zestawił on ze sobą cytaty z kościelnych dokumentów i wypowiedzi biskupów. To właśnie polskie synody oficjalnie głosiły: „Obrzydliwa przewrotność żydów […] doszła już do tego zuchwalstwa i bezczelności, że żydzi górują nad chrześcijanami […]. Tym bardziej zaś jest to bolesne, że przecież żydzi za własne grzechy i niewierność odrzuceni zostali przez Boga i poddani w wieczną niewolę” (Synod chełmski 1604); „Żydzi z pogardy i nienawiści do religii chrześcijańskiej szerzą wszędzie zepsucie, bezbożność i zgorszenie wśród chrześcijan […]. Co gorsza, niewiasty chrześcijańskie będące, jak to się niestety często zdarza, karmicielkami dzieci żydowskich, uwodzone są przez żydów, za umówioną cenę pieniężną do strasznych zbrodni, do pijaństwa i rozpusty i o zgrozo, do wydawania im własnych dzieci, zabijanych następnie okrutnie przez żydów dla celów rytualnych” (Synod wileński 1685).

– Żydzi w Polsce nie mogli budować domów blisko kościoła. Musieli uciekać do domu, kiedy szła procesja z Najświętszym Sakramentem, nie było im wolno być wtedy na ulicy. Setki lat religijnej praktyki ukształtowały takie postawy. Niewygodnie jest dzisiaj o tym mówić. Kościół w pewnym momencie zauważył, co się stało, zauważył, co napisał. I dlatego radykalizm dokumentów kościelnych po „Nostra aetate” jest tak mocny. Zrozumieliśmy – mówi ks. Michalczyk.

Krzysztof Bielawski
Zagłada cmentarzy żydowskich

Kościół, który był jednocześnie przed II Soborem Watykańskim, ale po II wojnie światowej, zobaczył wyraźnie jak nigdy, do czego prowadzić może nienawiść. Zobaczył też, jak łatwo można ową nienawiść nakarmić i jak szybko wyrosnąć może ona w zdarzenia, nad którymi łatwo przestać mieć kontrolę. Zrozumiał też, że nie tego od chrześcijanina chce Bóg.

Magisterium Kościoła nie zmienia dogmatów. Rozwija się i dojrzewa w kolejnych epokach, pogłębiając rozumienie Boga i świata. „Nostra aetate” odpowiedziała na pytanie, jak głosić Ewangelię życiem i jak traktować tych, którzy nie są chrześcijanami. Tą odpowiedzią nie jest ani nienawiść, ani odbieranie komukolwiek nadziei zbawienia.

Nie nasza to sprawa

I zdarza się, że ludzie reagują tu znów dość nerwowo. Czy w takim razie nie lepiej wrócić do palenia menory i nie zawracać sobie głowy sakramentami? Skoro wszyscy i tak mamy nadzieję być zbawieni, to po co nam Kościół?

To, że Jezus Chrystus w Kościele właśnie daje nam pełnię życia: od chrztu, przez Eucharystię i pełnię łaski – to, że obdarzył nas najhojniej, jak tylko się da – naprawdę nie oznacza, że mamy na innych patrzeć z zazdrością i wyliczać, ile tamci powinni otrzymać. Nie mamy powodu patrzeć Bogu zazdrośnie na ręce i pilnować Go, żeby przypadkiem nie zbawił nikogo poza nami. Zazdrościć komuś łaski Bożej jest – przypomnę tylko – jednym z grzechów przeciwko Duchowi Świętemu.

W Kościele wiemy, że Bóg działa i wiemy, jak Bóg działa. Wiemy, że działa w pełni i skutecznie, że znajdziemy tu wszystko, co do zbawienia jest nam konieczne. Ale nie jest naszą sprawą krępować Boga i wyliczać ludziom, kto i dlaczego zbawienia nie dostąpi. Nie naszą sprawą jest zbudować dla Boga klatkę i powiedzieć Mu, że dalej ani rusz. Duch naprawdę wieje, kędy chce, a nam wypada się pokornie zgodzić, że za Nim nie nadążymy.

Naszą sprawą jest tylko żyć miłością Jezusa i tą miłością innych zachwycać tak, żeby też mieli szansę Go odkryć. Zazdrosny o łaskę facet z ponurą gębą, wygrażający Żydom, że pójdą do piekła, naprawdę nikogo do Jezusa nie przyciągnie. Apostoł ma pozostać apostołem, nie sędzią.

Przeczytaj też: Żydowskie korzenie chrześcijaństwa. List biskupów w 40. rocznicę wizyty Jana Pawła II w synagodze

Monika Białkowskam publicystka, doktor teologii fundamentalnej. Prowadzi internetowy program „Reportaż z wycinków świata”. W latach 2007-2025 była dziennikarką „Przewodnika Katolickiego”, Współpracowniczka „Więzi”. Laureatka Nagrody Dziennikarskiej „Ślad” im. bp. Jana Chrapka w roku 2022. Autorka książek, m.in.: „Sukienka ze spadochronu”, „Nawet jeśli umrę w drodze. Twarzą w twarz z uchodźcami”, „Siostry” (opartej o rozmowy z byłymi zakonnicami) oraz najnowszej „Połamany celibat”. Mieszka w Gnieźnie.

Więcej do przeczytania

(red)

****

****

Z komentarzy polecanych!

Tomasz Terlikowski FB

KEP napisał - dobry i teologicznie bez zarzutu list na temat judaizmu. Jego treść składa się w zasadzie wyłącznie z cytatów z Jana Pawła II (a także Soboru Trudenckiego). I nagle w mediach społecznościowych (a także części mediów podających się za katolickie) uaktywniły się tabuny niedawnych obrońców czci papieża, którzy zawarte w jego nauczaniu tezy uznają za herezję, odrzucenie nauczania Kościoła, satanizm i antychrześcijaństwo itd.

A wtedy zapada milczenie. Obrońcy dobrego imienia papieża milczą, jakoś nie ma marszów w obronie papieskiego nauczania i szacunku dla nauczania Kościoła. Nie ma odważnych, żeby powiedzieć „nie” antysemitom, którzy podając się za chrześcijan (a warto przypomnieć, że nie da się nim być jeśli nie wierzy się w Boga Żydów) odrzucają własne korzenie i jednoznaczne nauczanie Kościoła.

W takiej sytuacji jednak milczeć nie należy. List KEP to bardzo ostrożne (ale doceniam i takie) wyrażenie nauczanie Kościoła na temat judaizmu. Nauczanie, które korzeniami sięga Vaticanum II, a potem jest rozwijane przez Jana Pawła II, Benedykta XVI, Franciszka i Leona XIV, a przede wszystkim przez cały szereg teologów i uczestników dialogu. Ten proces reinterpretacji (zgodnie z najgłębszymi korzeniami, a nie późniejszymi wypaczeniami) rozumienia relacji między judaizmem a chrześcijaństwem toczy się także w innych wyznaniach chrześcijańskich i prowadzi do niesamowitego rozwoju nie tylko dialogu, ale także samorozumienia chrześcijaństwa. I tylko żal, że niektórzy tak bardzo pragną znaleźć pseudo-duchowe uzasadnienie swojej niechęci do Żydów i przekonania o wyjątkowym znaczeniu swojego rozumienia Objawienia, że odrzucają ten rozwój i to stanowisko. Antysemityzm przesłania im piękno Ewangelii…

Bartosz Rajewski FB

Piszę te słowa w pociągu z Bonn do Düsseldorfu. Właśnie mijam Kolonię. Nad Renem - w kraju, który w XX wieku doświadczył najciemniejszych konsekwencji nienawiści wobec narodu żydowskiego - refleksja nad antysemityzmem brzmi inaczej. Mocniej. Poważniej. Bardziej odpowiedzialnie. Nadałem jej tytuł: "Recepcja listu biskupów o antysemityzmie. Między milczeniem a odwagą".

Dlatego najpierw chcę powiedzieć jasno: dziękuję polskim biskupom za ten list. Za odwagę. Za to, że nie ulegli presji krzykliwych środowisk, które pod pozorem „obrony wiary” próbują przemycać język pogardy, lęku i wykluczenia. Za to, że nazwali antysemityzm po imieniu, jako grzech, jako „deficyt miłości”, jako rzeczywistość, która niestety nie należy tylko do przeszłości.

Bo właśnie reakcje na ten list pokazują, jak bardzo był potrzebny.

Z jednej strony - milczenie. W wielu parafiach list nie został nawet wspomniany.

Z drugiej - oburzenie, często podszyte agresją, a czasem wręcz językiem nienawiści. To nie jest przypadek. To jest diagnoza. Dlaczego ten list jest tak ważny?

Bo przypomina coś, co dla chrześcijanina powinno być oczywiste, a jednak wciąż nie jest: że antysemityzm nie jest „opinią” ani „opcją polityczną”, ale grzechem przeciw miłości; że chrześcijaństwo nie istnieje bez judaizmu, bo wyrasta z tego samego korzenia; że nie można przypisywać Żydom zbiorowej winy za śmierć Jezusa, bo to sprzeczne zarówno z Ewangelią, jak i nauczaniem Kościoła. I wreszcie - że Szoah jest faktem historycznym, którego negowanie nie jest „alternatywną interpretacją”, ale moralnym upadkiem i świadomym iście "gebelsowskim" fałszowaniem historii.

Trzeba też wiedzieć, że nie jest to list polityczny. Jednym z najczęstszych zarzutów jest to, że list rzekomo „pomija inne tragedie” albo „jest jednostronny”. To nieporozumienie. Ten dokument nie jest analizą geopolityczną ani manifestem politycznym. To tekst teologiczny, wpisany w bardzo konkretny kontekst: rocznicę wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej synagodze. Sam wybieram się tam z wizytą w dniu 13 kwietnia. Kościół nie mówi tu „o wszystkim naraz”, bo wtedy nie powiedziałby nic konkretnego. Mówi o jednym konkretnym grzechu - antysemityzmie - który nadal istnieje i wymaga nawrócenia. To, że biskupi w tym dokumencie nie rozwijają innych tematów, nie oznacza, że ich nie dostrzegają. Nauczanie Kościoła wielokrotnie odnosi się do wojen, cierpienia Palestyńczyków, Ukrainy, migrantów czy ofiar przemocy. Wrażliwość jednak nie polega na tym, że wszystko mówimy naraz, tylko że potrafimy nazwać konkretną ranę w konkretnym momencie. Relatywizowanie jednego zła przez wskazywanie innych przejawów zła nie leczy świata. Raczej znieczula sumienie.

Istotne jest podkreślenie, że Sobór Watykański II to początek, a nie koniec dialogu. Niektórzy próbują przedstawiać nauczanie zawarte w liście jako „zdradę tradycji”. To również nieporozumienie. To, co Kościół mówi dziś o judaizmie, nie jest zerwaniem z wiarą, ale jej pogłębieniem. Sobór Watykański II nie zamknął tego procesu, ale go rozpoczął. Chrześcijanie - także katolicy - musieli zmierzyć się z bolesną prawdą: że teologiczny antyjudaizm przez wieki współtworzył klimat, w którym mógł rozwinąć się antysemityzm. Że błędne interpretacje Pisma, stereotypy i uprzedzenia sprawiały, że wielu uczniów Chrystusa nie potrafiło rozpoznać w Żydach swoich braci. To nie jest „ideologia”. To jest rachunek sumienia Kościoła. I właśnie dlatego powrót do dawnych schematów nie byłby „obroną tradycji”, ale jej zniekształceniem, a także powrotem do błędów, które miały tragiczne konsekwencje.

Chciałbym również zwrócić uwagę na paradoks „obrońców papieża”. Jest w tej sytuacji coś bardzo znamiennego. Ci sami, którzy jeszcze niedawno z wielką gorliwością bronili św. Jana Pawła II, dziś odrzucają jego nauczanie, nazywając je herezją, zdradą czy „antychrześcijaństwem". A przecież ten list w ogromnej mierze opiera się właśnie na jego słowach. Gdzie są dziś obrońcy papieskiego nauczania? Dlaczego milczą, gdy jest ono atakowane? Nie można jednocześnie powoływać się na Papieża Polaka i odrzucać jego nauczania tylko dlatego, że nie pasuje do naszych emocji czy uprzedzeń.

Chciałbym też w tej mojej refleksji, dla jej komplementarności, odpowiedzieć na najostrzejsze i najczęściej pojawiające się w dyskusjach internetowych zarzuty.

  1. „To relatywizacja chrześcijaństwa” i "odrzucenie Jezusa Chrystusa". Nie! Kościół nie mówi, że Chrystus jest zbędny. Mówi, że Boże działanie przekracza nasze schematy, a tajemnica zbawienia Izraela pozostaje w rękach Boga. To nie relatywizm. To pokora wobec tajemnicy.

  2. „To manipulacja historią i Biblią”. Nie! To dojrzalsza lektura Pisma, uwzględniająca kontekst, język i historię. Kościół nie usuwa trudnych tekstów, ale przestaje interpretować je w sposób prowadzący do nienawiści.

  3. „To brak solidarności z cierpiącymi na Bliskim Wschodzie chrześcijanami”. Nie! Sprzeciw wobec antysemityzmu nie wyklucza obrony chrześcijan. Miłość nie jest grą o sumie zerowej.

  4. „To zdrada Ewangelii”. Nie! Antysemityzm jest zdradą Ewangelii. Bo Ewangelia zaczyna się od Izraela i bez niego staje się niezrozumiała.

Na koniec. Wczoraj wieczorem, po powrocie z niedzielnej posługi, przeczytałem ten list jeszcze raz. I zobaczyłem w nim rzecz prostą, ale dzisiaj wcale nieoczywistą: postawę autentycznie chrześcijańską i ewangeliczną. Nie triumfalistyczną. Nie agresywną. Nie podszytą lękiem. Ale uczciwą, odważną, ewangeliczną i wewnętrznie czystą. To tekst, który nie schlebia uprzedzeniom, lecz wzywa do nawrócenia. Dlatego ten list trzeba nie tylko przeczytać, ale potraktować serio: przyjąć, bronić i przekładać na konkret życia. Bo problemem nie jest wyłącznie sam antysemityzm. Problemem jest także nasze - polskich katolików - milczenie wobec niego, nasza obojętność, nasza gotowość, by uznać nienawiść za „pogląd”, a pogardę za „przywiązanie do tradycji”. A przecież tam, gdzie człowiek odmawia drugiemu godności, tam chrześcijaństwo przestaje żyć Ewangelią, a staje się karykaturą i ideologią. I właśnie dlatego wobec antysemityzmu milczeć nie wolno.

Ks. Bartosz Rajewski

Ks. prof. Andrzej Perzyński pisze: "Dlaczego ataki na List KEP są bezzasadne?"

Źródło: Klub Chrześcijan i Żydów "Przymierze"

W internecie zawrzało. List Konferencji Episkopatu Polski, odczytany w kościołach z okazji 40. rocznicy historycznej wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze, stał się zarzewiem gwałtownego sporu. Dla postronnego obserwatora sytuacja ta może wydawać się paradoksalna: dokument, który w swej istocie jest jedynie przypomnieniem elementarnych prawd wiary i oficjalnego nauczania Kościoła ostatnich sześciu dekad, został przez część komentatorów okrzyknięty „skandalem” czy wręcz „herezją”. Czyż ataki te nie wynikają albo z głębokiej niewiedzy, albo z przedkładania politycznych emocji nad Magisterium Kościoła? Główny zarzut doktrynalny wysuwany przez krytyków dotyczy stwierdzenia o „nieodwołalności wybrania Izraela”. Atakujący list sugerują, że biskupi promują indyferentyzm religijny, jakoby Żydzi mieli własną, równoległą drogę zbawienia poza Chrystusem. To fundamentalne nieporozumienie. List KEP nie wprowadza żadnej „nowej teologii”. Opiera się on na twardym fundamencie Pisma Świętego – konkretnie na słowach św. Pawła z Listu do Rzymian: „Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11, 29).

Kościół od dawna odrzucił tzw. teologię zastępstwa (supersesjonizm), która twierdziła, że Kościół całkowicie zajął miejsce Izraela w planie Bożym. Jak przypomniał Jan Paweł II w Moguncji w 1980 roku, Stare Przymierze „nigdy nie zostało przez Boga odwołane”. Uznanie tej prawdy nie umniejsza roli Chrystusa jako jedynego Zbawiciela, lecz – jak uczy dokument Komisji Stolicy Apostolskiej ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem z 2015 roku – pozostaje „niezgłębioną tajemnicą Bożą”.

Drugi front ataku ma charakter społeczno-polityczny. Krytycy podnoszą argument „złego timingu”, wskazując na obecną sytuację na Bliskim Wschodzie. Twierdzą, że w obliczu działań wojennych w Strefie Gazy, list o „starszych braciach” jest nie na miejscu. To klasyczny błąd logiczny dotyczący kategorii tekstu. List Episkopatu nie jest komentarzem do bieżącej polityki rządu Izraela, lecz dokumentem religijnym o charakterze rocznicowym i teologicznym. Mieszanie porządku wiary z bieżącą geopolityką jest niebezpieczne. Jeśli chrześcijanin uzależnia swój stosunek do „narodu Przymierza” od aktualnych nagłówków w serwisach informacyjnych, to znaczy, że jego wiara została skolonizowana przez politykę. Antysemityzm, nazwany w liście „śmiertelnym deficytem miłości”, jest grzechem niezależnie od tego, co dzieje się na mapach świata.

Najbardziej niepokojącym zjawiskiem jest jednak manifestowany przez niektórych księży bojkot lektury listu. Argumentacja, że „mam obowiązek głosić o Chrystusie, a nie o Żydach”, tworzy fałszywą dychotomię. Nie da się w pełni głosić Chrystusa, odcinając Go od Jego żydowskiej tożsamości i od korzeni, z których wyrósł Kościół. Jak wielokrotnie podkreślali ostatni papieże: „nie możemy uważać judaizmu za obcą religię”.

Bunt przeciwko listowi, który wzywa do dialogu i odwiedzania synagog, obnaża smutną prawdę: dla części środowisk katolickich w Polsce „tradycja” stała się ideologicznym orężem, a nie żywym przekazem wiary. Jeśli wezwanie do miłości bliźniego i szacunku dla ojców w wierze budzi taką agresję, to znaczy, że taki list był wręcz paląco konieczny.

Ataki na List KEP są bezzasadne, ponieważ uderzają w wierność Słowu Bożemu i Magisterium Ecclesiae. Zamiast doszukiwać się w liście spisków, warto potraktować go jako zaproszenie do pogłębienia własnej tożsamości. Bo, jak przypomniał św. Jan Paweł II, odkrywając więź z Żydami, Kościół odkrywa „własną głęboką tajemnicę”. Wszystko inne jest tylko szumem informacyjnym, który z prawdziwą wiarą ma niewiele wspólnego.

ks. Andrzej Perzyński

Grzegorz Michalczyk

Źródło: Klub Chrześcijan i Żydów "Przymierze"

Masowy, pełen inwektyw i nienawiści atak środowisk lefebrystowsko-fundamentalistycznych na polski episkopat potwierdza tylko konieczność publikacji rocznicowego listu. Biskupi wykazali się mądrością i odwagą. Oczywiście mogli nie przypominać jakie jest obowiązujące nauczanie Kościoła o Żydach i judaizmie - i mieć święty spokój. Wybrali trudniejszą drogę. Bo nie można o tym nie przypominać, niezależnie od politycznych kontekstów i agresji ze strony środowisk jawnie negujących Sobór Watykański II i posoborowe nauczanie papieży. A więc przypominajmy co dziś głosi Kościół: „Módlmy się za Żydów, do których najpierw Pan Bóg nasz przemówił, aby pomógł im wzrastać w miłości Jego Imienia i w wierności Jego przymierzu.” (Mszał Rzymski, Wielki Piątek Męki Pańskiej)

„Żydzi ze względu na swoich praojców do tej pory pozostają umiłowanymi dla Boga, który nie żałuje swoich darów i wezwania” (Sobór Watykański II, Nostra aetate, nr 4) „Ci, którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób przyporządkowani są do Ludu Bożego. Przede wszystkim więc naród, który pierwszy otrzymał przymierze i obietnice i z którego narodził się Chrystus wedle ciała (por. Rz 9,4-5), lud dzięki wybraniu szczególnie umiłowany ze względu na przodków, albowiem Bóg nie żałuje darów i wezwania (por. Rz 11,28-29).” (Sobór Watykański II, Lumen Gentium, nr 16)

„Stare Przymierze nigdy nie zostało odwołane” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 121) „Bardzo szczególne spojrzenie kierujemy na naród żydowski, którego Przymierze z Bogiem nie zostało nigdy odwołane, ponieważ «dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne» (Rz 11, 29). (…) Jako chrześcijanie nie możemy uważać judaizmu za obcą religię ani nie możemy zaliczać Żydów do tych, którzy są wezwani do porzucenia bożków, aby nawrócić się do prawdziwego Boga (por. 1 Tes 1, 9). Razem z nimi wierzymy w jednego Boga działającego w historii i przyjmujemy z nimi wspólne Słowo objawione. (Franciszek, Evangelii Gaudium, nr 247) „Bóg nadal działa w narodzie Starego Przymierza i sprawia, że istnieją skarby mądrości wypływające z jego spotkania ze Słowem Bożym. Dlatego również Kościół się ubogaca, gdy przyjmuje wartości judaizmu. Chociaż niektóre przekonania chrześcijańskie są nie do przyjęcia przez judaizm, a Kościół nie może wyrzec się głoszenia Jezusa jako Pana i Mesjasza, istnieje bogata komplementarność, pozwalająca nam czytać razem teksty Biblii hebrajskiej i pomagać sobie nawzajem w studiowaniu bogactwa Słowa” (Franciszek, Evangelii Gaudium, nr 249) „Izrael jest wybranym i umiłowanym ludem Bożym, narodem przymierza, które nigdy nie zostało anulowane lub cofnięte. Bóg nigdy nie odwołał przymierza ze swoim narodem, Izraelem” (Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”, nr 34-35, Komisja Stolicy Apostolskiej ds. Relacji Religijnych z Judaizmem)

„Judaizmu nie należy traktować zwyczajnie jako innej religii. Żydzi są w istocie naszymi „starszymi braćmi” (św. Jan Paweł II), naszymi „ojcami w wierze” (Benedykt XVI)” (Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”, nr 14) „z chrześcijańskiego wyznania wiary, że może być tylko jedna droga do zbawienia, w żaden sposób nie wynika, iż Żydzi są wykluczeni z Bożego zbawienia, ponieważ nie wierzą w Jezusa Chrystusa jako Mesjasza Izraela i Syna Bożego. Twierdzenie takie nie znajduje żadnego oparcia w soteriologicznej interpretacji świętego Pawła, który w Liście do Rzymian nie tylko daje wyraz przekonaniu, że nie może być żadnego zerwania w historii zbawienia, ale że zbawienie pochodzi od Żydów (por. także J 4,22). Bóg powierzył Izraelowi wyjątkową misję i nie zrealizuje swego tajemnego planu zbawienia wszystkich narodów (por. 1 Tm 2, 4), nie włączając do niego swego „pierworodnego syna” (Wj 4,22). Stąd jest oczywiste, że Paweł w Liście do Rzymian ostatecznie odpowiada negatywnie na pytanie, jakie sam postawił: czy Bóg odrzucił swój naród. Tak, jak stanowczo stwierdza: „Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11,29) (Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”, nr 36)

„Wśród wielu Ojców Kościoła stale znajdowała uznanie tak zwana teoria zastępstwa lub zastąpienia, stanowiąc w średniowieczu obiegową podstawę teologiczną relacji z judaizmem: obietnice i zobowiązania Boga nie mają już zastosowania do Izraela, ponieważ nie rozpoznał on Jezusa jako Mesjasza i Syna Bożego, ale zostały przeniesione na Kościół Jezusa Chrystusa, który od tej pory stał się prawdziwym „nowym Izraelem”, nowym narodem wybranym Boga. (…) Bezpodstawna się staje teologia zastępstwa czy zastąpienia przeciwstawiająca sobie dwa odrębne podmioty, Kościół pogan i odrzuconą Synagogę, której miejsce zajmuje. (Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”, nr 17)

„…wiara chrześcijańska w powszechne zbawcze znaczenie Jezusa Chrystusa może być spójnie łączona z równie jasną deklarację wiary w nigdy nieodwołane przymierze Boga z Izraelem” (Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”, nr 37) „gdy lud Boży Starego i Nowego Przymierza rozważa przyszłość, zmierza on – nawet jeśli wychodzi z dwu różnych punktów widzenia – ku analogicznym celom: przybyciu lub powrotowi Mesjasza”
(Żydzi i judaizm w głoszeniu Słowa Bożego i katechezie Kościoła katolickiego, nr 14, Komisja Stolicy Apostolskiej ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem)

„Spotkanie między Ludem Bożym Starego Przymierza, które nigdy nie zostało przez Boga odwołane, a Ludem Nowego Przymierza – jest zarazem dialogiem wewnątrz naszego Kościoła, jakby między pierwszą i drugą częścią jego Biblii” (Jan Paweł II, Przemówienie do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej, Moguncja, 17.11.1980)

„Z uczuciami żywej serdeczności staję pośród was, aby wyrazić szacunek i miłość, jakie Biskup Rzymu i Kościół Rzymu, jaki również cały Kościół katolicki, żywią do tej wspólnoty i do wspólnot żydowskich rozsianych po świecie. (…) Ja również, w latach pontyfikatu, chciałem okazać swą bliskość i uczucie do narodu Przymierza. Zachowuję żywe w sercu wszystkie chwile pielgrzymki (…) zwłaszcza wizyty w synagogach w Kolonii i Nowym Jorku. (…) Kościół, Lud Boży Nowego Przymierza, badając samą swoją tajemnicę, odkrywa własną głęboką więź z Żydami, wybranymi przez Pana”

(Benedykt XVI, Przemówienie w Synagodze Większej w Rzymie) „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą” (Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne, nr 36) „Zresztą, wybranie tego ludu, z którego wyszedł Jezus, nigdy nie zostało odwołane.” (Międzynarodowa Komisja Teologiczna, Wiara i inkulturacja, nr 17, vatican.va)

„Ten lud trwa na przekór i wbrew wszystkiemu dlatego, że jest ludem Przymierza” (Jan Paweł II, Przemówienie do uczestników sympozjum „Korzenie antyjudaizmu w środowisku chrześcijańskim, 31.10.1997)

„Przymierze Nowe odnajduje w Starym swoje korzenie. O ile zaś Stare może odnaleźć w Nowym swe spełnienie, to jest oczywiście sprawą Ducha Świętego. My, ludzie, staramy się temu tylko nie przeszkadzać.” (Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, nr 16) „Odkryliśmy na nowo, że naród żydowski jest dla nas wciąż świętym korzeniem, z którego wyrósł Jezus” (Franciszek, List do niewierzącego, 11.09.2013, vatican.va)

„Kościół musi postrzegać ewangelizację Żydów, którzy wierzą w jednego Boga, w sposób odmienny od ewangelizacji skierowanej do ludzi innych religii i światopoglądów. W praktyce oznacza to, że Kościół katolicki nie prowadzi, ani nie popiera żadnej konkretnej instytucjonalnej pracy misyjnej skierowanej ku Żydom. Ale podczas gdy istnieje zasadnicze odrzucenie instytucjonalnej misji skierowanej wobec wyznawców judaizmu, to chrześcijanie są jednak wezwani do dawania świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa, także wobec Żydów, choć powinni to czynić w sposób pokorny i wrażliwy przyznając, że Żydzi są depozytariuszami Słowa Bożego, zwłaszcza pamiętając o wielkiej tragedii Szoah. (Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”, nr 40)