Simchat Tora 2006

Radość u podstaw naszego spotkania

Spotkanie rozpoczął proboszcz parafii Św. Andrzeja Boboli, cytując wcześniej śpiewany Psalm 133 „zobaczcie jak jest dobrze przebywać razem”. Przypomniał, że od 1992 roku PRCHiZ organizuje po żydowskim święcie spotkanie modlitewne nawiązujące do objawienia Tory na Synaju. Wita szczególnie Staszka Krajewskiego, ks. Romana Indrzejczyka, Michaela Hermona z Izraela, ks. Wojciecha Lemańskiego, który podczas spotkania powie świadectwo. prof. Jerzego Seremaka, o. rektora Krzysztofa Ołdakowskiego. Podkreśla, że cichym motorem tych spotkań jest Basia Sułek-Kowalska, członkini PRCHiŻ.

Następnie glos zabiera ks. Indrzejczyk. Mówi, że cieszy się, że Ojcowie jezuici nas przygarniają, że wszyscy jako Żydzi i chrześcijanie chcemy się modlić. Powiedział, że spotkania modlitewne gdzie spotykają się ci, co używają tej samej księgi są piękne, pełne zadumy, pomagają ludzkiemu sercu się otworzyć na to co dobre i piękne, a także uczą szacunku wobec innych. Przedstawił pokrótce program spotkania. Powiedział, że śpiewami kieruje tak jak od lat p. Sławek Iwański ze wspólnoty neokatechumenalnej. Czytanie po polsku poprowadzi parafianin św. Andrzeja – Jarek Romanowski.

Następnie odśpiewaliśmy Psalm 122. Potem głos zabrał Staszek Krajewski, który na wstępie swojego wystąpienia o jesiennych świętach żydowskich powiedział, że melodię, która nam towarzyszy w Psalmie 122 stworzył Szlomo Kallenbach i na tę samą melodię jest śpiewany w synagodze, tylko po hebrajsku. Mówi, że nazywamy to spotkanie modlitewne Simchat Tora tzn. Radość Tory albo radość z Tory. Dzień ten jest obchodzony w synagodze w ostatni dzień świąt jesiennych, a w pierwszy dzień miesiąca Tiszri. Pierwsze święto w okresie jesiennym to Nowy Rok Rosz ha-szana, następnie Jom Kippur, gdzie odczuwamy skruchę, pokutujemy w przekonaniu, że jest to czas, kiedy odpowiednio czujemy nasze grzechy. Potem Sukkot, święto Szałasów, jest to z jednej strony święto rolnicze. Ważnym symbolem jest szałas, w którym jest nakaz mieszkania przez tydzień, ale po co? Mówi, że w dążeniu do przezwyciężenia bałwochwalstwa jest wiele przed nami przeszkód, często niezauważalnych i jedną z nich jest poczucie bezpieczeństwa, nasz dom i stabilność. Przez tydzień mamy myśleć, że nie całkiem tak jest. Oczywiście dzisiaj nie mieszkamy w szałasach, ale każdego dnia powinniśmy tam chociaż przez chwilę być. Najważniejszą rzeczą jest dach z liści i gałęzi, który ma być dziurawy symbolizujący nietrwałość. W tym czasie w synagodze czytana jest Księga Koheleta, bo w niej jest mowa o nietrwałości. Ale zarazem pan Krajewski podkreśla potrzebę cieszenia się z tego co mamy w tym życiu. I właśnie Święto Namiotów jest czasem naszej radości. Jest to jedno z najtrudniejszych wyzwań życia religijnego. Czuć skruchę jest prościej niż czuć radość w tego, co posiadamy. Ostatnim Świętem jest Simchat Tora, gdzie zwoje Tory obnoszone są przy akompaniamencie śpiewu i z tańcem w synagodze albo wokół synagogi. Prelegent chce w ten sposób naznaczyć kontekst naszego dorocznego spotkania i wpisać spotkanie w kościele katolickim w głęboką perspektywę judaizmu.

Następnie wypowiadamy błogosławieństwo, potem jest czytanie Tory po polsku i hebrajsku – fragment z Księgi Wyjścia 33, 12 – 34,9. Po lekturze miał nastąpić komentarz żydowski, lecz niestety Piotr Kadlcik, przewodniczący Związku Gmin Żydowskich w Polsce nie dojechał z powodów zdrowotnych. Głos zabrał więc ponownie Staszek Krajewski, który powiedział kilka słów na temat Imienia Boga, które składa się z 4 liter JHWH, którego Żydzi nie wymawiają, gdyż jest to rażące i brzmi w sposób nad wyraz niewłaściwy. Prosił o wyobrażenie sobie króla ziemskiego, do którego kiedy idziemy na spotkanie nie mówimy mu po imieniu. A Bóg jest królem świata, a świat jest komnatą tronową Boga, dlatego nie jest właściwe wymawianie Jego imienia, kiedy stajemy w Jego obecności.

Po polsku komentarz wygłosił o. Jerzy Seremak - piękne przemówienie, w którym powiedział m.in., że radość Tory jest radością mesjańską jaką dzielimy z wiarą Izraela z góry Synaj. Następnie glos zabrał ks. Wojciech Lemański, do niedawna proboszcz w parafii w Otwocku pod Warszawą, obecnie niedaleko Tłuszcza. Powiedział, że nieustannie odkrywa drogę jaką Bóg przed nim odkrywa. Swoje powołanie odkrył gdy odmawiając brewiarz modlił się modlitwą Magnificat i za każdym razem zatrzymywał się na zdaniu: „ujął się za swoim sługą Izraelem, pomny na swe miłosierdzie”. Coś się w nim wtedy działo. Zastanawiał się co to znaczy. Powoli zaczął odkrywać ślady żydowskie wokół siebie. Mówił, że chodził kilka lat po cmentarzu żydowskim, ale nikt mu o tym nie powiedział, wiec Najwyższy sam upomniał się o swój naród. Jest to dzisiaj oczywiste tak jak odmawianie brewiarza, ale dziś nie wie czego Bóg będzie chciał od niego jutro. Doświadczył Boga jako Tego, który upomina się by nie poszedł w zapomnienie los konkretnego człowieka. Czuje, że powinien pochylać się nad losami ludzi, bo jest księdzem katolickim. Świadectwo bardzo poruszyło zebranych, bo każdy chrześcijanin, jeśli poważnie traktuje słowa Boga, jest wezwany do przekazywania jak wielkie rzeczy uczynił Wszechmocny naszym przodkom i nam obecnie żyjącym.

Marta Titaniec Sekretarz Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów