Wystąpienie podczas uroczystości wręczenia tytułu Człowiek Pojednania

Jan Nowak-Jeziorański

Magnificencjo, Panie Rektorze, wielebni księża, przyjaciele. Staram się jak mogę być pokorny. Ale jest to coraz trudniejsze, wobec tego prawdziwego nawału pochwał, zaszczytów i honorów, które na mnie spływają.

Jeszcze niedawno odbierałem w tej sali, z rąk Magnificencji, niezwykle zaszczytny tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego, warszawskiej Alma Mater. Ale ten honor, który dziś otrzymuję, jest dla mnie szczególnie cenny i daje mi jakieś poczucie spełnienia. Spełnienia tego całego zadania, któremu usiłowałem służyć w najgłębszym przekonaniu, że pojednanie, w szczególności pojednanie między Polakami i Żydami, najlepiej służy temu największemu mojemu celowi, jakim jest służba Polsce; służba krajowi. Całe moje długie doświadczenie życiowe mówi mi, że pojednanie, zbliżenie, przyjaźń przynosi tylko dobro. Że nienawiść, uprzedzenia, nacjonalizm w swojej skrajnej formie zawsze prowadzi do konfliktów, do katastrof, tragedii ludzkich.

Nagroda ta jest za służbę pojednaniu chrześcijan i Żydów. Starałem się tej sprawie służyć kierując się zarówno względami moralno-religijnymi, jak i politycznymi. W tej pierwszej kategorii - mój dom rodzinny wychował mnie w tej zasadzie - a dom ten był żarliwie katolicki - że okazywanie drugiemu, okazywanie bliźniemu pogardy, czy niechęci, nienawiści, uprzedzenia jest grzechem śmiertelnym przeciwko miłości bliźniego. I że katolik, który jest jednocześnie antysemitą - jest faryzeuszem Bo nie da się pogodzić nauki Ewangelii i nakazu głównego - miłości bliźniego - z nienawiścią, uprzedzeniem i wyrządzaniem drugiemu tej największej krzywdy, jaką może być nie tylko zabijanie fizyczne, ale zabijanie moralne przez pogardę; przez okazywanie, że jest czymś niższym, czymś gorszym. W moim domu rodzinnym nie wolno było wymawiać dwóch słów: "Żydek" albo "parszywy Żyd". Było to uważane za największe wykroczenie przeciwko temu kodeksowi moralnemu, w którym byłem wychowywany.

Ale zawsze myślałem o tym także w kategoriach politycznych. Bo nic nie wyrządza większej krzywdy obrazowi Polski w świecie, aniżeli właśnie antysemityzm. To nie ma nic wspólnego z wpływami, czy siłą organizacyjną diaspory żydowskiej. Dziś przyjeżdżam z Ameryki, gdzie jakikolwiek rasizm, czy w stosunku do Żydów, czy Murzynów, czy Żółtych, dyskwalifikuje człowieka; dyskwalifikuje go jako polityka, jako działacza; wyłącza go z tej wspólnoty wartości, które mają swoje korzenie w chrześcijaństwie - przede wszystkim w Dziesięciu Przykazaniach, w tym Dekalogu, który łączy nas, wspólnie razem, chrześcijan i Żydów, który jest tym wspólnym drogowskazem.

Tej chęci pojednania nauczyło mnie to, co widziałem. Czym innym jest słyszeć, czytać, a czym innym jest widzieć cierpienie ludzkie. Byłem świadkiem Zagłady i nie zapomnę nigdy tego, co widziałem. Nie zapomnę tego tłumu biedaków gnanych na Umschlagplatz. Nie zapomnę widoku tej biednej młodej kobiety, która miała na ręku dwoje małych dzieci i uginała się pod tobołem jakiś rzeczy, bo ona wciąż miała nadzieję, że nie idzie na śmierć, tylko na jakieś wysiedlenie. Nie zapomnę tych ludzkich zwłok, pokrytych gazetami, przed każdym domem w getcie żydowskim - ludzi zmarłych z głodu. Nie zapomnę ponad wszystko tego młodego chłopaka żydowskiego, szesnastoletniego, który raczej był żyjącym szkieletem w jakiś łachmanach, w którym żyły już tylko jego czarne oczy; który leżał na bruku oparty o ścianę i na moich oczach zmarł z głodu! To jest widok, którego nigdy nie zapomnę! I trzeba mieć zamiast serca kawałek lodu w piersiach, żeby nie zapamiętać tych rzeczy na całe życie! Żeby na całe życie nie zachować współczucia dla tego narodu, który tak straszliwie cierpiał! Który tak straszliwie był poniżany! Który doznał tyle pogardy w ciągu całych swoich tragicznych dziejów! I dlatego tym uczuciem kierując się, tymi przeżyciami, jestem najgorętszym zwolennikiem pojednania. Pojednania w duchu Dekalogu i w duchu przykazania miłości bliźniego.

Wydaje mi się, że ta chwila dzisiejsza dobrze służy, abyśmy sobie uprzytomnili, że wśród społeczności żydowskiej mamy zarówno nieubłaganych wrogów, takich jak Rabin Weiss, czy Abraham Brunberg, którzy rzeczywiście za cel życia uznaliby tępić i szkodzić nam na każdym kroku. Ale że także mamy niezwykle oddanych przyjaciół. Niejako szczytowym okresem mojego życia w Waszyngtonie były zabiegi o to, żeby Polska znalazła się w NATO. I muszę powiedzieć jedno - naszymi największymi sprzymierzeńcami byli Żydzi amerykańscy. I to jest czas i moment, żeby to podkreślić, wymienić. Te wszystkie ustawy o pomocy dla Polski, o przyjęciu Polski do NATO nie przechodziłyby, gdyby nie kongresman Steve Solarz - główny champion naszych spraw w Kongresie; gdyby nie Joseph Lieberman - ortodoksyjny Żyd, czołowy senator Stanów Zjednoczonych; gdyby nie Richard Holbrooke, który pochodził z naszych ziem wschodnich, a który był zażartym championem, jako zastępca sekretarza stanu, jednym z głównych, którzy dla nas walczyli; gdyby nie wielu innych.

Muszę jeszcze wymienić tutaj największego naszego przyjaciela - Davida Harrisa, Davida Arota, Billa Wella i wielu innych, reprezentujących najpotężniejszą organizację w Stanach Zjednoczonych - Jewish American Committee - Komitet Żydów Amerykańskich. Gdy zeznawałem przed komisją senatu spraw zagranicznych w sprawie wprowadzenia Polski do NATO, po mnie zabrał głos David Harris i to jego przemówienie wywarło największe wrażenie. Zapytano go: "Ale właściwie Pan, działacz żydowski, przewodniczący tej organizacji - dlaczego Pan tak gardłuje za Polakami?" A on powiedział "Dlatego, że w naszym żywotnym interesie, społeczności żydowskiej jest konsolidacja demokracji w Polsce i w tych innych krajach. A jeśli pozostawimy ich poza naszym puklerzem bezpieczeństwa - nie jesteśmy pewni, czy ta demokracja przeżyje". I tym wszystkim ludziom dzisiaj - bo szczerze mówiąc wśród tych, którzy nam pomagali przychodzą mi na myśl tylko trzy nazwiska Amerykanów, którzy nie byli pochodzenia żydowskiego, w tym Christofer Hill, dzisiejszy ambasador amerykański w Warszawie - właśnie tym przyjaciołom żydowskim Polska zawdzięcza dzisiaj bezpieczeństwo.

Mówię to z całym, głębokim przekonaniem, abyście pamiętali, że nie ma nic gorszego, jak składanie kolektywnej odpowiedzialności. Kolektywna odpowiedzialność, która rozciąga i uogólnia wady, słabości, czy nawet zbrodnie jednego człowieka na całą zbiorowość, do której on należy. Wystrzegajmy się tego. Bo w naszym żywotnym interesie jest, abyśmy zmienili ten obraz, często krzywdzący, często przesadny, że oto Polska jest rzekomo najbardziej antysemickim krajem świata. Nieprawda. Tak nie jest. Ja wiem, jak głęboko odczułem, jako krzywdzące, kiedy premier Szamir powiedział, że każdy Polak wyssał antysemityzm z piersi swojej matki. To była zniewaga wobec mojej matki, której zawdzięczam to, że tu dziś jestem i otrzymuję tę nagrodę! Tak samo i po tamtej stronie są krzywdzące sądy - odczuwam jako tak samo krzywdzące kłamstwo oświęcimskie, które zaprzecza istnieniu obozu. Tak samo stwierdzenie, że Polacy byli wspólnikami hitlerowców w dziele zagłady. To jest nieprawda. Mieliśmy szmalcowników z jednej strony, ale Żegotę z drugiej strony. Po środku mieliśmy większość, która była - przyznaję - indyferentna wobec tej tragedii, ale indyferentni byli nie tylko ci ludzie, których przede wszystkim pochłaniała troska o to, żeby przeżyć razem z najbliższymi, indyferentny był świat. Doznał tego na sobie Jan Karski i doznałem ja także. Kiedy dotarłem do Londynu Karski - mój rówieśnik i przyjaciel - był tym, który mnie uczył z kim trzeba rozmawiać, jak prowadzić ten wielki apel do opinii świata; ale jednocześnie mówił "Nic nie uzyskamy. Mur obojętności. Mur niedowierzania". Niedowierzania nie tylko ze strony chrześcijan, ale także ze strony Żydów. Pamiętam dobrze, jak rozmawiałem z przedstawicielami American Joint - wyczuwałem, że oni mi nie wierzą, kiedy wymieniałem cyfrę ponad 2 milionów zamordowanych Żydów. Ignacy Schwarcbark, przywódca polskich syjonistów błagał mnie "Panie, niech Pan nie mówi 2 miliony, bo Panu nikt w to nie uwierzy. Niech Pan opowiada o tych indywidualnych wypadkach. O tym, co Pan widział. Niech Pan nie używa tej liczby 2 milionów. Panu nikt nie uwierzy". Obojętność była powszechna i ogólna niestety. Nie byliśmy pod tym względem wyjątkami.

I dzisiaj, starając się walczyć wspólnie, wspólnie: Polacy i Żydzi, o to pojednanie, pamiętajmy, że po jednej i po drugiej stronie są ludzie dobrej woli. Że droga do pojednania polega na tym, abyśmy podali sobie ręce i wspólnie szukali najlepszych metod, najlepszych skutków pokonywania nienawiści, uprzedzeń, podejrzeń, które wyrządzają krzywdę i jednym, i drugim. Dziękuję.